Czego uczę się od syna? Część II

Czego uczę się od syna? Część II

Moi synowie nie przestają mnie zadziwiać. O tym, czego uczę się od starszego syna, możecie przeczytać w poście Zespół Aspergera – czego uczę się od syna. Teraz kolejna dawka refleksji.

Mój syn, ten starszy, to minimalista. Jeśli coś potrzebuje kupić, to znaczy, że naprawdę jest to mu niezbędne. Wtedy nie patrzy, by było tanio, ale by jakość była dobra. By dobry był stosunek ceny do jakości. Znam ludzi, którzy nie mogą się doczekać, by móc wybrać w abonamencie nowy telefon. Wybierają już na pół roku przed końcem umowy. Mój syn wiedział, kiedy kończy się umowa i kiedy będzie mógł zdecydować zarówno o abonamencie (lub nie) czy nowym telefonie. Nie uważał jednak, by nowy telefon miał mu w czymś pomóc. Tak minął koniec umowy a on teraz, po 4 miesiącach zdecydował się na zmianę zarówno abonamentu jak i telefonu. Nie rzucił się na niego od razu, bo miał zaplanowane inne zajęcia. A zajęcia są przecież ważniejsze.

Tak zmierzam do kolejnej rzeczy. Samodyscyplina. Ja się jej uczę, zmagam się ze sobą. Tymczasem mój starszy syn po prostu robi, co trzeba. Nie analizuje pogody na dworze czy drobnego kataru. Idzie na trening.

To kolejna sprawa. Podejmuje decyzje rozważnie i samodzielnie. Namawiany przez pół roku na jujitsu nie zdecydował się. W końcu uznał, że tak – samoobrona na zajęciach modułowych sprawia mu przyjemność, więc się zapisał. Chociaż już inni przestali mu to sugerować.

Podejmowanie wyzwań. Od mojego syna zdecydowanie powinnam się uczyć tej umiejętności. Podejmuje wyzwania nawet te, które wiążą się z różnymi sytuacjami społecznymi, co z pewnością nie jest łatwe. W zeszłym roku mój syn na weselu stał pod ścianą i mówił, że uczy się tańca poprzez obserwację. W tym roku zaczął tańczyć. To nie są oczywiste umiejętności  dla ludzi z Zespołem Aspergera.

On po prostu to robi. Mówi po angielsku. Nie rozkłada na czynniki pierwsze, czy rozmówca jest rodowitym Anglikiem czy nie. Nie popada w nadmyślenie. On zapytany odpowiada. Konwersuje. Nie rozczula się nad sobą. Jest jak taran. Też tak chcę.

A teraz o moim młodszym synu. Uczę się od niego samozaparcia. Kiedyś nie było łatwo – poddawał się przy byle okazji. Zmieniał pasje jak rękawiczki. Gdy się czegoś uczył i mu nie szło – olewał temat. Teraz dzień w dzień jeździ na rowerze. Deszcz, zawierucha, gradobicie. Nie odpuszcza.  To samozaparcie rozciąga się i na inne obszary.

Nie odpuszcza też marzeń. Od początków podstawówki marzył o dredach. Wymarzył. Zapuścił włosy. Człowiek czasem zbyt łatwo rezygnuje, nieprawdaż?

Nowinki. Mój młodszy syn nie boi się kulinarnych wyzwań. Czasem mnie na samą myśl o potrawie, jakimś składniku, odrzuca. On – próbuje. Bo przecież, żeby wiedzieć, że się czegoś nie lubi, trzeba tego spróbować. Co śmieszniejsze, powtarzam to starszemu – Zespół Aspergera nie lubi zmian. Ale sama… Sama się do tej zasady nie stosuję, gdy pojawia się na talerzu coś bardziej dla mnie egzotycznego.

A czy ty uczysz się czegoś od dzieciaków? Od swoich?

 

Comments are closed.