Czy jest za późno na…?No niech mi ktoś powie, że tak!

Kończę ten zwariowany tydzień. Mix rozpaczy i radości a la Ania Z Zielonego Wzgórza. Indiana Jones też się włączył. Skończyłam urządzać moje balkonowe blogowisko (ha, ha, myślałby kto, że dam radę!). Namierzyłam moją ostatnią zdobycz (kubek by John Tams). I udało  mi się całkowicie nie popaść w depresję z powodu upływającego czasu a było blisko. Zmieniłam cytryny w lemoniadę i przekułam poczucie bezsilności na nowego powera do zmiany. Może nie bez znaczenia jest wygrana w Osadników z Catanu, tadam?! Tak – cytryny w lemoniadę zmieniłam. Nie ma próby generalnej, żyj wartościowym życiem teraz. Uwielbiam ten tekst i doprawdy nie potrzebowałam trzech kubłów zimnej wody pod rząd, żeby to zrozumieć!

Po pierwsze rekrutacja.

W środę rekrutowałam. Młodego człowieka z rocznika 97. W 1997 roku miałam już swoje życie, za rok wyszłam za mąż (tu chyba najlepszy czas, to jakiś czas angielski, nieprawdaż?). We Wrocławiu była powódź a ja prowadziłam bujne życie erotyczne z moim jeszcze nie mężem. Za cztery lata rodzi się pierworodny. Z trudem przyszło mi mówić na „pan” do kandydata. Ja pierdzielę – no kurczę, zaraz będą na rekrutacji młodzieńcy z rocznika mojego syna.

Po drugie nabór do liceum

Cholera –  mój syn w piątek złożył papiery do liceum! Mam w pamięci jak się rodził. Mam w pamięci jak sama składałam papiery. Za chwilę – być może -pozna miłość swojego życia. Ten czas zapindala!

Po trzecie ciąże

A w czwartek to już zupełnie poczułam się staro. I że zegar tyka. Nie tylko biologiczny. Wieści o ciążach uświadomiły mi, że ja w ciąży raczej ja już nie będę. Tak, to oczywiście jeszcze możliwe, ale w tym wieku i przy takim wyczerpaniu zasobów (czytaj: kręgosłup i inne historie), raczej wykluczam.

Trzy odmierzacze czasu. Życie zapierdziela tak, że zanim się obejrzysz będą wnuki.

No nie ma na co czekać. Teraz się życie dzieje. TERAZ. I niech mi ktoś tylko powie, że na studia jestem za stara. No niech mi tylko powie!

 

BTW

Mój nowy kubek, oczywiście made in England, by John Tams na moim balkonowym blogowisku:

www.wysokajakosczycia.com