Esencjalizm – zbaczanie z obranego kursu

Esencjalizm – zbaczanie z obranego kursu

Musiałam usiąść i sobie przemyśleć, co przynosi mi najwięcej szkody na mojej drodze do wartościowego życia. Otóż jest to nieprzygotowanie. Za mało czasu poświęcam na myślenie „przed”, czego przyczyną jest późniejsze działanie na wariata. Po prostu. Ciągle uczę się esencjalistycznego podejścia.  Oto ten tydzień – tydzień sukcesów. Ale najpierw o porażkach.

Przykład pierwszy z brzegu. Nie chce mi się poświęcić czasu na sprawdzenie, jakie materiały, buty, szampony czy cokolwiek, co się kupuje, czy to jest ok. Czy cena jest ok. I oto mam- mniej kasy,  kolejny nietrafiony zakup, kolejne wymianki, zwroty czy portale typu olx.

Taki stanik, prosta sprawa, więc kupiłam na oślep, w KiKu, po rozmiarze, bez przymiarki. Przecież zawsze rozmiar pasuje, udawało się zawsze w F&F. Tak, tyle, że nie tym razem. Tym razem tu coś kłuje, tam uwiera. I oto mam kolejną rzecz, której muszę się pozbyć. I nijak oddać, bo już jednak ponosiłam. Przeleciałam się z pustą taczką.

Czy jest jakiś punkt, w którym zwiększenie ilości pracy przestaje przynosić konkretne wyniki? Czy jest punkt, w którym mniejsza ilość pracy ( a większa ilość myślenia) daje lepsze rezultaty?

Greg McKeown, Esencjalista. Mniej, ale lepiej

Albo takie gotowanie obiadów. Brak planu na cały tydzień powoduje, że mam tydzień na wariackich papierach. Zamiast podpatrywać u tych lepiej zorganizowanych, działam na oślep. Kolejny raz coś wyrzucam, bo gotuję za dużo przed dwudniowym wyjazdem. Ani nie zamroziłam, ani nie ugotowałam tego, co na wyjazd byłoby akurat. Albo co gorsza z lenistwa odpuszczam gotowanie na wieczór, chociaż wiem, że wrócę styrana z pracy i znów – na wariata. Strata pieniędzy, czasu… Oczywiście idzie mi lepiej niż kiedyś, korzystam z piekarnika i w ogóle rozpływam się nad dniami, gdy działam z planem, ale to ciągle nie ten etap. Nie ten poziom działania. Nie ten poziom zorganizowania, który dałby mi wymierne rezultaty w postaci odzyskanego czasu i spokojnej głowy. Gdy z obiadem zawalę, ratuje mi chyba tylko parowar. Dobre i to, bo jedzenie przynajmniej zdrowe.

Zamiast wymuszać działanie, esencjalista poświęca zaoszczędzony czas na tworzenie systemu usuwania przeszkód i jak największego ułatwiania działania.

Greg McKeown, Esencjalista. Mniej, ale lepiej

Wszystko to w dłuższej perspektywie powoduje, że nie mam czasu na to, co sprawia, że moje życie ma sens. Takie niezorganizowanie powoduje, że mam mniej czasu na pisanie, mniej na czytanie. Z rodziną mogę spędzić czas nadganiając to robienie obiadu, ale czy o to chodzi? Rozmowy przy garach mogą być fajne, ale czy nie fajniej byłoby przy planszówce?

Niektórzy ludzie uważają, że rutyna oznacza śmierć kreatywności i innowacyjności. Jest traktowana jako skrajny przypadek nudy. Samo słowo „rutyna” jest synonimem bezbarwności i nijakości, jak w zdaniu „To stało się dla mnie rutyną”. Rzeczywiście złe schematy postępowania często nabierają właśnie takiego charakteru. Jednak dobra rutyna zwiększa innowacyjność i kreatywność, zwracając nam część energii. Zamiast wydatkować ograniczone zasoby dyscypliny na ciągłe podejmowanie tych samych decyzji, możemy uczynić ich podejmowanie elementem rutyny i przeznaczyć odzyskaną dyscyplinę na realizację innych ważnych zadań.

Greg McKeown, Esencjalista. Mniej, ale lepiej

A teraz sukcesy.

Stanik. Poszłam się pomierzyć, poprzymierzać i jest ok. Straciłam czas, ale w dłuższej perspektywie zyskałam. Potrzebowałam przygotowań.

Przeglądarka internetowa. Pracuję na ulubionym Windowsie XP. Firefox przestawał  odpowiadać właściwie  co chwilę a na Chromie nie mogłam robić płatności. Nie do końca wiedziałam, gdzie jest pies pogrzebany i męczyłam się od kilku tygodni. Bywało, że zaczynałam coś na komputerze, by za chwilę korzystać z telefonu, który zwracał mi informacje i logował do poczty błyskawicznie. Ale żeby odkryć przyczynę musiałam usiąść i zastanowić się, jak usunąć przeszkodę. Zrobiłam to dzisiaj i oto piszę na komputerze nie frustrując się jak w ostatnich kilku tygodniach. Ile zaoszczędzonego czasu, ile zaoszczędzonych nerwów!

Pisałam niedawno o tym, że wypróbuję na sobie błyskawiczną metodę motywacyjną – metodę Pantalona. Pisałam o tym w poście przy okazji recenzji – 3 wyzwania i błyskawiczna motywacja. I od razu mogę powiedzieć, że metoda działa, ale nie tak od razu. A konkretniej – metoda  spowodowała, że tematy z moich wyzwań nie chcą wypaść z głowy, to jest prędzej czy później ruszą, ale nie znaczy, że już teraz. Na plus „od ręki” wyszła mi organizacja kwestii prania. Nie ma już prania w koszach. Częściowo zasługa motywacji a częściowo dokładniejszych organizacyjnych ustaleń w domku. Ale bez pytań – nie byłoby zastanawiania się.  Metoda nie ma nic wspólnego z receptą na organizację. To już są kwestie innej natury. Motywacja sprawia, że się zaczyna chcieć i szuka się rozwiązań, zaczynając najczęściej od najmniejszego, pozornie nic nie wnoszącego do celu kroku.

Więc korzystając  z metody pytam samą siebie, co mogłoby mnie zmotywować do lepszej organizacji.  Dlaczego chciałoby mi się chcieć pochylić nad tematem obiadów lub zakupów (jednorazowy przemyślany zakup to przecież nie jest zmiana zakupowych nawyków)? Odpowiedź umieściłam już wyżej – nie mam czasu na wartościowe życie, bo nie przykładam się do organizacji swojego czasu. Nie działam jak esencjalista. Staram się, ale daleko mi do tego.

Odgracanie, upraszczanie to wszystko pomaga. Ale z pewnością pomogłaby mi praca na organizacją czasu a także nad asertywnością. Esencjalizm jest tu kwestią najważniejszą. Pracuję nad sobą.

A Wy?

Rozmieniacie się na drobne?

Czy działacie jak prawdziwy esencjalista?

 

  • Ja również pracuje nad organizacja czasu, muszę się przyłożyć bo do esencjalisty niestety mi daleko…

  • MrsGrono.com

    Bardzo dobry wpis! Daje mi do przemyślenia! Będę tu często wpadać 🙂

  • Katarzyna Malinowska

    Ja niby wszystko mam zaplanowane, ale wtedy ciężko wcisnąć w ten czas coś nowego, chociażby memrise 😉 Często jest tak, że skupiam się na tym, co w danej chwili mnie najbardziej pociąga i kiedy mam wenę na to coś. Po prostu już tak jest, że pewne rzeczy są dla mnie bardziej istotne od innych i zawsze będą dla mnie stanowiły główną istotę działania. Pozdrawiam

  • Ja nie lubię życia co do drobiazgów zaplanowanego w kalendarzu 🙂

Comments are closed.