James Blunt w Berlinie! Jadę!

James Blunt w Berlinie! Jadę!

Lubię Jamesa Blunta. Nie lubiłam kiedyś, nie kojarzyłam w ogóle. A potem szukałam jakichś piosenek, które mogłabym sobie tłumaczyć w ramach nauki angielskiego i oto poznałam Jamesa Blunta.

Przetłumaczyłam większość piosenek, niektóre znam na pamięć. Inne przez chwilę znałam, ale zapomniałam i coś tam jedynie mogę pomruczeń pod nosem. W różnym nastroju będąc, słucham różnych jego utworów. Lubię zmienność podmiotu lirycznego, to taki niegrzeczny podmiot liryczny jest. Trochę zagubiony, kompletnie nie do ustatkowania. A w nowych tekstach  – wreszcie znalazł swoją miłość, ale niestety musi za to nieco „beknąć”. Wiem, wiem, nie wszystkie teksty są Blunta, ale lubię poutożsamiać sobie go z JB.

Lubię humor Blunta, nutę autoironii, chociaż nie powiem, w 2014 roku nie zaskarbił sobie przychylności Polaków. Dochodzę do wniosku, że Brytyjczycy to jednak dziwni są. Z tym humorem.

Postanowiłam sobie kiedyś, tuż po tym jak James Blunt ogłosił, że kończy karierę, że jeśli wróci na scenę- jadę. Nowy dom i żona, teraz dziecko. Nie oszukujmy się – powrót na scenę, to była jedynie kwestia czasu.

No i kupiłam bilet na koncert w Berlinie. Jadę sama, nie potrzebuję kompana. Obawiam się oczywiście tego jak dam radę w Berlinie. Czy z blablacarem się uda, czy dotrę do hotelu. Czy trafię do Areny i czy się w niej nie zgubię.

Ale jadę! Spełniam marzenia!

 

Comments are closed.