Kwasek cytrynowy

Tak, nienawidzę sprzątać. Mogę przestawiać, układać, znów przestawiać, obmyślać i dumać, co sobie zmienię, spakuję, przepakuję. A najchętniej, czego się pozbędę! Ale sprzątać? Nie, nie moja bajka. Nienawidzę rzeczy, które się lepią, bo coś się wylało i takich innych. Ale jest mi trochę lżej, gdy coś mi szybciej, sprawniej pójdzie i mogę się zająć czymś innym.

Najbardziej wkurzało mnie kiedyś sprzątanie szufladki na proszek w pralce…Nienawidzę śluzowatego mazidła, które się tam zbiera. Może są jakieś perfekcyjne panie domu, którym się nie zbiera, ale mnie się zbiera. Więc myję. Kiedyś walczyłam, ale teraz nie muszę. Zanurzam szufladkę w misce z kwaskiem cytrynowym.

Kolejna rzecz – moje małe zero waste, czyli umyte szklanki – świeczniki. Wygotowane z kwaskiem cytrynowym po prostu lśnią i mogą służyć dalej.

A teraz klej po etykiecie na słoiku. Męczyłam się jak diabli, by wymyć słoik po musztardzie. Słoiczki idealnie pasują mi na półkę wiszącą na relingu i jest to taki mój mały sposób na minimalizowanie kosztów i wykorzystanie dostępnych źródeł. I motyw jest taki, że do jednego z kilku słoiczków przyklejono etykietę na super mocarny klej, który się nie zutylizował pod wpływem żadnego środka dostępnego w kuchni i łazience. I dzisiaj wygotowałam słoik i jest jak nowy…

To taka moja mała pochwała kwasku cytrynowego. Kwasek cytrynowy kontra Ludwiki i Cify. 2 do 0.