Metoda małych kroków

Metoda małych kroków może przynieść dobre rezultaty. Są obszary, w których nawet jeśli nie postawimy kolejnego kroku, to i tak będzie lepiej niż było. Ważne by się nie zniechęcać i nie czynić sobie wyrzutów, że poprzestaliśmy na tym pierwszym kroku. Metoda małych kroków sprawdza się we wszystkich obszarach życia. A w odgracaniu szczególnie dobrze.

Minimalizuję, upraszczam, bo zagracenie i wzięcie na siebie zbyt wielu spraw, odciąga mnie od życia życiem, jakie chcę wieść.

Ale nie jestem w tym najlepsza. Mam tendencję do gromadzenia, zbyt wiele książek, zbyt wiele wspaniałych rzeczy wokół. Tym ważniejsze dla mnie jest to, by mieć to, co naprawdę „moje”, w mojej ocenie: piękniejsze, lepsze niż inne. I gdyby mój dom spłonął, tych właśnie rzeczy trudno byłoby mi odżałować.

Jeśli już przyznałam się Wam, że nie jestem najlepsza w minimalizowaniu przestrzeni i spraw, to powiem Wam, że u mnie sprawdzają się pojedyncze kroki. Robię pierwszy krok, kolejny, następny i to nic, że pomiędzy nimi wielkie kałuże, obszary nietknięte. W odgracaniu metoda małych kroków i tak wychodzi na plus. 

Jeśli, jak ja, macie problemy z nadmiarem gratów, ale jednak lubicie rzeczy, to zwyczajnie zacznijcie od jednej szuflady. Bez spiny, wyrzutów. Wystarczy jedna szuflada, kto wie, co zdarzy się później.

metoda małych kroków

Kto wie, może zechcecie, jak ja, posprzątać kolejną szufladę. Zaczęłam od szuflady z lekami. Oj nazbierało się rożnych inhalatorów, resztek antybiotyków, chwilowych maści. Koniec! Dość! Poukładane, posegregowane. Jest super!

Tak czy siak – niczego nie tracicie.

Czuję się taka… ogarniająca. Mały krok daje siłę.

Rewolucja a la Marie Kondo ma wielu zwolenników. Jednak jeśli człowiek nie czuje SIŁY, nie ma WIARY w zmianę, potrzebny jest ten jeden mały krok. 

Nie wiem, czy kiedyś powiem, że już mam wszystkiego akurat. Po prostu robię swoje. Tyle, ile mam sił. Tyle, ile uważam.

A pomiędzy… kałuże.