Minimalizm – co mają do tego zioła, chleb, pies i rower?

W najśmielszych myślach nie przewidziałam, że tak to działa. Odgruzowuję, żeby mieć więcej czasu na realizowanie swoich wartości, do nich należy na przykład nauka języka angielskiego. Tymczasem mała zmiana prowadzi do większych a uwaga rozszerza się na  najdziwniejsze obszary, na które wcześniej nie było możliwości zerknąć. Z braku czasu i zagracenia. Spośród kilku rzeczy, które nagle pojawiają mi się w głowie wymienię tylko kilka i to  hasłowo:

  • własny chleb i bułki pełnoziarniste
  • własne kosmetyki
  • zagłębienie się w ziołolecznictwo
  • pies w domu
  • rower
  • zero waste

Tak, to zestawienie jest dziwaczne. Trudno, co zrobić. Myśli są i już. Najwyraźniej zrobiło się miejsce na nowego ducha, na rozważanie rzeczy dotąd odsuwanych. Ja i własny chleb? No błagam. Ja i rower? Przecież spadam przy każdym hamowaniu. Ja i zioła? A to już mi najbliższe…

Ja i pies?

Tak, nasze dwa psy dla ich własnego dobra zostały oddane w ręce szwagra. Męczyłyby się w bloku. Teraz widzę skutki minimalizmu aż nader wyraźnie. Jest czas, zasoby, nawet wcześniej wstaję. Może kiedyś będę pańcią Maltańczyka?

Cud Panie, cud.