Minimalizm – jak wyglądał pierwszy semestr studiów

Minimalizm – jak wyglądał pierwszy semestr studiów

Sesja, sesja i po sesji. Wszystko zdałam dobrze i bardzo dobrze, nie mam żadnej poprawki, poszło lepiej niż myślałam. Najważniejsze, że do przodu. Stresowałam się biologią a teraz czuję, że biologia nie była taka zła.  Starsze roczniki mówią: na trzecim roku jest najgorzej 😉

Zostałam z toną papierzysk i nie chcę tego powtarzać w kolejnych latach. Zatem mam mocne postanowienie minimalizowania w obszarze studiowania. Przed studiami nie miałam wyobrażenia jak to teraz się studiuje:) No i w kontekście minimalizmu pierwszy semestr studiów nie wypadł najlepiej.

Wczoraj porządkowałam papiery, część oddrukowanych rzeczy poszło do niszczarki.  Do niszczarki poszły również różne testy, które wypełniałam długopisem, zamiast ołówkiem, by (o zgrozo)ostatecznie oddać je wypełnione w wordzie. Ile zbędnego papieru! Nie, to musi się skończyć. Czas na minimalizm w kwestii organizacji mojej nauki. Nauki to zbyt dużo powiedziane (czytam, nie umiem się już uczyć, dziobać, stukać, kuć).

W kolejnym semestrze muszę skupić się na dwóch tematach:

  • materiałach drukowanych (np. prezentacji od prowadzących)
  • nieczytelnych notatkach

Jak tu wypośrodkować? Jak minimalizować?Jak ograniczyć papierzyska, skoro… No właśnie.

Materiały – prezentacje otrzymujemy od prowadzących, właściwie tylko, by nie zawracać sobie głowy notowaniem a za to aktywnie słuchać. Mija się jednak z celem drukowanie wszystkiego, więc chcę to ograniczyć do niezbędnego minimum. Wcale z wszystkiego nie korzystam a jakoś w ferworze walki drukuję, sortuję, spinam (ha, myślę, że czas przeszły mógłby być lepszy).

Myślę, że jedynym sposobem jest korzystanie z prezentacji jedynie przygotowując opracowania do egzaminów, zaliczeń. Taki punkt wyjścia do usystematyzowania wiedzy, taki klucz do dalszych poszukiwań w podręcznikach akademickich. Bo koniec końców do tego prezentacje służą – sedno sprawy, punkt wyjścia.

Z drugiej strony mam potrzebę porządnych notatek z wykładów i nie obejdzie się bez ich przepisywania i drukowania. Czytanie na komputerze odpada. Ostatnio  pani dr stwierdziła u mnie skurcz akomodacyjny. Pewnie dlatego moje pismo pogorszyło się znacznie, wygląda jakbym nie widziała na dal a w rzeczywistości oko potrzebuje plusów. Oczy nie przestawiają mi się z bliży na dal. Mam poważny kłopot z pisaniem i rozczytywaniem się własnego pisma. No nie udaje się. Może okulary pomogą, ale i tak byłoby lepiej, gdybym miała porządne notatki z wykładów.

Najrozsądniejszym sposobem jest przepisywanie notatek na bieżąco do worda. No i cóż – druknięcie. Może czytnik, jeśli przekonwertuję notatki do pdf? Dodatkową zaletą jest to, że przepisując powtarzam na bieżąco 🙂

Zatem w kolejnym semestrze minimalizuję. Rozsądnie korzystam z drukarki. Zamierzam też z większą rozwagą zaopatrywać się w podręczniki. Nie sądzę, żebym w stu procentach korzystała ze wszystkich przez cały okres studiów, bo już kupiłam dwie książki, które leżą. Wolałabym nie zapychać półek książkami z cyklu „jednorazowa akcja”. Nie wszystko jest w uczelnianej bibliotece, ale jednak mam nadzieję, że będę działała ostrożniej.  Na bieżąco będę też wystawiać na sprzedaż te książki, do których nie wrócę. Już dziś kilka książek powędrowało na olx.

Jakie macie doświadczenia ze studiowaniem? Notatki odręczne czy popłynęliście z drukowaniem? Minimalizujecie, upraszczacie? Kupujecie podręczniki czy udaje Wam się z zasobami uczelnianymi?

Comments are closed.