Minimalizm w szafie

Minimalizm w szafie

Jak wygląda minimalizm w szafie? Nuda? Jak dla mnie to zakupy z konieczności, ale jest miejsce na szaleństwo. Minimalizm w szafie nie oznacza tylko klasyki a la czerń 😉

Oto dzisiaj musiałam pójść na zakupy ubraniowe. Musiałam, ponieważ jedyne jeansy się przedziurawiły i trzeba było kupić spodnie. Wyprawa do sklepu skłoniła mnie do refleksji nad minimalizmem w szafie 🙂 Znaczy nad moją wersją tego minimalizmu:)

Mam minimalizm w szafie a właściwie ascezę i nie jest to dobre, ta jedna para jeansów, która właśnie się przedziurawiła (skrajnie), to za mało. Nie upilnowałam, by mieć dwie pary i przez to zakupy musiałam robić na szybko. Oczywiście mam inne możliwości, ale jeansy to podstawa mojego codziennego życia. W materiałowych spodniach musiałabym ubierać rajstopy albo jakieś damskie kalesonki a szczerze nienawidzę być tak warstwowo ubrana. Spódniczek nie noszę, no czasem, nie gdy zimno.

Aby odnowić szafowe zasoby, wybrałam sposób najprostszy. Pojechałam do galerii, weszłam do sklepu i próbowałam odnaleźć ten właśnie rodzaj spodni. Chciałam kupić od razu wie pary – byłoby z głowy. Przygotowałam się. Spisałam ze spodni wszystkie potrzebne symbole. Ale modelu nie było. Sprzedawczyni nie była w stanie mi pomóc. Chciałam mieć wszystko jak najszybciej z głowy a tu masz ci los: widocznie nie wybrałam dobrych, ponadczasowych spodni.

Rozumiem teraz filozofię Levi Straussów i ich 501. Wszystko wydaje się mniej skomplikowane, zakupy, decyzje. Można wtedy, jak Steve Jobs, skupić się na innych niż ubraniowe, obszarach. Minimalizm w szafie to mniej kłopotów z wyborem. Skłaniam się ku zakupom internetowym, w internecie łatwiej o wypatrzenie modelu.

Jeśli jeansy to mój codzienny ubiór, to podsiadanie 1 pary spodni, to asceza. Kiedy rano wstałam do pracy i wywaliłam się na środku ulicy, tuż pod blokiem, nie miałam po co wracać do domu, by się przebrać. Mogłam oczywiście ubrać inne spodnie, rajstopki, czyli tego, czego nienawidzę.

Nie ma więc jednego słusznego wzorca na minimalizm w szafie. Nie ma wytycznych: 1 para spodni, dwie bluzki. Nie o to chodzi w minimalizmie. Wszystko zależy od osoby i jej stylu życia. Dla mnie jedna para jeansów to za mało a najgorzej jest wtedy, kiedy coś się wydarzy. A prócz zwyczajnego wychodzenia mogą się przydarzyć różne historie.

Kiedyś, w delegację, pojechałam z jedną parą spodni. Wylałam na nie piwo, musiałam dopierać i dosuszać suszarką.

Innym razem, już mądrzejsza, pojechałam z dwiema parami. I uwaga: również zdarzyła się historia. Zahaczyłam o drzwi samochodu i na tyłku wycięło mi się jakimś dziwnym trafem wielkie L a płachta materiału latała w tę i tamtą. Publicznie. Bez jaj. Ta historia krąży po mojej firmie.

Wierzę w zdrowy rozsądek i doświadczenie 🙂

Zatem w mojej minimalistycznej szafie muszą być dwie pary jeansów. Najlepiej by było, gdybym nie musiała ich w sklepie przymierzać. Zamawiać przez internet te sprawdzone i na tym koniec filozofii 🙂

Oczywiście w mojej minimalistycznej szafie jest miejsce na szaleństwo. Mam niezliczoną ilość kominów, chust, szaliczków w różnych kolorach tęczy. Nie oddaję, nie wywalam, używam wszystkie. I tutaj mogę włóczyć się po sklepach, by dotknąć i sprawdzić, czy materiał mi odpowiada. Nie minimalizuję w szaliczkach i chustach. Ale czuję, że od razu jestem bardziej  kreatywna, gdy kupię sobie jakąś niezłą chustę 🙂

Minimalizm w szafie to taki rozsądek z nutką szaleństwa 🙂

Comments are closed.