Nadmiar książek w domowej biblioteczce

Nadmiar książek w domowej biblioteczce

Ostatnie dni bardziej niż zwykle pokazały mi, że nadmiar, w tym  nadmiar  książek,  do niczego nie prowadzi. Nadmiar to zagracona przestrzeń i mniej pieniędzy w portfelu.

Co to znaczy nadmiar?

Definicja nadmiaru jest prosta, wszystko co ponad. Świetnie pokazują to synonimy. Nadmiar to nadwyżka, zbytek, przerost, przesada, nadpodaż. Słowem, wszystko ponad rzeczy potrzebne i używane. Nadmiar z natury słowa nie brzmi pozytywnie, nieprawdaż?

Nie inaczej ma się sprawa z nadmiarem książek. Przesada, zbytek, przerost, nadwyżka. Zdiagnozowanie nadmiaru książek nie jest trudne.Ale zwykle potrzeba porządnego kopa. Jeśli kochasz książki (jak ja), to znajdziesz milion powodów (jak ja), by ten nadmiar zachować. Zobacz, ja mam nadmiar książek a jeśli tu jesteś, zakładam, że Ty też. Koniec z tym jednak.

Dlaczego sądzę, że mam nadmiar książek?

Bo z nich nie korzystam. Jak to mówią: tyle i aż tyle.

Mój nadmiar stanowią książki ze studiów, kilka książek o wieszczu, dwie mojego promotora profesora Leszka Libery, kilka przeczytanych powieści, które wyszły już z obiegu prezentowego/wymiankowego. Mam książki, które dostałam w prezencie, z dedykacją. Do tego leżakują książki, które wystawiłam na allegro i olx, no ale to się przecież nie liczy.

Za nadmiar książek nie uznaję książkowych inwestycji jak wydanie Remarquea z 1931 roku.

Zdiagnozuj nadmiar książek w domowej biblioteczce

Chociaż jestem na drodze do minimalizmu (umiaru bardziej), to i tak mam nadmiar książek. Teraz, po porządkach w rodzinnym domu, uważniej  niż dotąd będę  ten nadmiar tropić. Wiem jak wygląda nadmiar książek w domowej biblioteczce. Tworzą go:

  • książki czekające na przeczytanie (a lata mijają…). A może tak zawziąć się, przeczytać i puścić dalej? Zamiast projektu denko projekt przeczytana półka? Tak udało mi się przeczytać większość książek kupowanych w liceum i na studiach. Wiem, hańba… Założę się, że nie jestem jedyna. Ale czy moi rodzice przeczytali mitologię Azteków?
  • książki kupowane na pokaz. Nic nas nie obchodzi ich treść, nie sięgniemy po nie. Encyklopedia wygląda świetnie. A albumy, wow. Nadmiar w najczystszej postaci.  Rodzice mieli trzydzieści tomów nierozpakowanej encyklopedii i kolejne tyle encyklopedii Gutenberga. Czy ten nadmiar książek był na pokaz?Czy też rekompensował im lata, gdy książki były nie do dostania? Czy też mocno wierzyli, że zostawiają prawdziwe dobro. Wszak encyklopedię Gutenberga kupowali dla konkretnej osoby.
  • książki, z których się w żaden sposób nie korzysta.  W żaden jest tutaj baaaardzo rozciągnięte. Nie przeczytało (to oczywiste), ale też nie służą naszym prywatnym celom wymiany (nie wymienisz się już z kolegą z pracy, bo nikt nie ma ochoty czytać tego romansu), nie korzystamy już , bo praca magisterska obroniona, nie sięgamy po nie, by wprawić się w dobry nastrój (wiersze chociażby) czy coś ugotować(bo przepisów szukamy już w necie). Słowem: nie korzystamy, nigdy – mamy do czynienia z nadmiarem.
  • książki przeczytane, do których nigdy nie sięgniemy, bo: słaba fabuła, zwykłe czytadło na raz, ale także dlatego, że to książki specjalistyczne a my dawno już nie pracujemy w tym obszarze. Patrz: moje książki ze studiów polonistycznych.
  • książki, o których można powiedzieć, że są tendencyjne, stanowią próbę manipulacji nami, słabo trzymające się faktów. Wiecie, indoktrynacja.
  • książki, które google pobiło mądrością
  • książki, co do których (jak ja) oszukujesz się, że stanowią inwestycję.

W pewnym sensie łatwo nadmiar zdiagnozować metodą Marie Kondo (czy ta rzecz daje mi radość?) i zdrowym rozsądkiem.

Jak sobie wmawiam, że nie mam nadmiaru książek i że wszystkie książki są mi potrzebne?

Wmawiam sobie, a jak.

  • Prezentów się nie oddaje. Jasne, muszę je trzymać do usranej śmierci a potem na pewno moi synowie niezwykle się wzruszą tym, że nieznany im wujek podarował ich matce erotyczną powieść. Z dedykacją.
  • Jeszcze z nich skorzystam. Mam słowniki i właśnie dorabiam do ich posiadania zgrabną historyjkę. Racjonalizuję: będę pisała psychobiografię a to usprawiedliwia te trzy półki książek o Mickiewiczu. Gdy skończę psychologię i usiądę nad kolejną psychobiografią Adama Mickiewicza. Jasne,  samo przeczytanie Mickiewicza, dzieł, listów… lata miną. Nie da się tego ot tak, odświeżyć.
  • Bo to inwestycja. Jeszcze niedawno myślałam, że muszę pozbyć się Orzeszkowej, Prusa, wydania z lat 50tych. Zmieniłam zdanie po przeczytaniu książki „Gdzie rosną pieniądze”. A może po prostu usprawiedliwiłam się, zracjonalizowałam decyzję, by było mi lżej. Te książki mam po chrzestnej.

Na szczęście nie racjonalizuję sobie, że książki to mądrość, że ładnie wyglądają, że wolę papier, bo ten zapach i upiekę kiedyś wszystkie ciasta z tej książki. Mam to za sobą.

Jak pozbyć się nadmiaru książek?

Kwestia „jak” jest drugorzędna. Wszyscy wiemy, że jest allegro i olx. Kto ma facebooka wie, że są grupy. Są biblioteki, półki boocrossingowe i antykwariaty. Ale …. wszyscy wiedzą, że palenie szkodzi. I tak samo jest z nadmiarem książek, wiemy „jak się pozbyć”, ale nie możemy się zebrać do kupy, jak to mówi Sarah Knight w książce „Ogarnij się”.

Ważna jak zawsze jest motywacja. W książkach o motywacji i życiu zgodnie ze swoimi wartościami jest takie ćwiczenie z nagrobkiem. Nie musiałam go robić, bo musiałam stawić czoło śmierci rodziców i odgracaniu ich mieszkania. Tam znalazłam motywację.

Odgracałam dom moich rodziców. W takich momentach dochodzą emocje,  przychodzi zorganizować życie po zmarłych. Czuje się bardziej niż zwykle, że jesteśmy tu na chwilę, że wszystko marność i na nic gromadzenie. Na tamtą stronę nie zabierzemy zgromadzonego dobytku, pójdziemy boso, jak śpiewa Zakopower.

Dopada mnie też wizja moich dzieci siedzących nad moją biblioteczką. Usiądą przy tych książkach i już widzę jak syn z ZA  (a osoby z ZA są aż nazbyt szczere): ile można mieć książek o minimalizmie?;ile można mieć biografii Mickiewicza?;ciekawe, ile razy z tych biografii korzystała.

No i właśnie kwintesencja: to, co ktoś uważa za samo dobro, dla kogoś innego przedstawia zupełnie inną wartość. Jak te książki o minimalizmie, które będą stanowić kłopot dla moich dzieci. Jak albumy o papieżu mojego taty, dla których szukałam nowego właściciela.

Im więcej zgromadzonych gratów, tym więcej siły, zasobów będą musieli włożyć w sprzątanie ci, co zostali.  Nawet jeśli będą musieli podjąć decyzję, że coś sobie zostawiają.  Im mniej, tym lepiej. Nadmiar nie służy ani nam, ani tym, co po nas posprzątają.  Chyba, że ktoś ma nadmiar antyków i same białe kruki.

Zamiast minimalizmu – umiar

Zamiast minimalizmu w biblioteczne proponuję umiar. Czyli akurat tyle, ile trzeba, ile potrzebujemy my. W przeciwieństwie do nadmiaru książek, czyli tych wszystkich zbędnych książek, do których nie sięgamy a na które będą psioczyć nasi spadkobiercy.

Chociaż często mówię: moja droga do minimalizmu, to tak naprawdę myślę: umiar, tyle, ile trzeba, odpowiednio, bez spiny, z nastawieniem na doświadczenia i wartości a nie na rzeczy. Tak bym chciała.

Nie dla mnie liczenie przedmiotów. Jakie ma znaczenie, czy książek mam sto czy tysiąc, jeśli z nich korzystam?

Nie odgracam w myśl zasady, że jeśli czegoś nie używam przez pół roku, to trzeba się tego pozbyć. Ta granica nieużywania u mnie jest przesunięta bardziej w lata niż miesiące. Ale tak, mam taką granicę, bo żeby zachować umiar, trzeba włączyć zdrowy rozsądek a nawet czasem przekalkulować, ile nerwów, przestrzeni, zasobów kosztuje utrzymanie rzeczy a ile jej ewentualne wypożyczenie.

Czasem do pozbycia się jakiejś rzeczy muszę dojrzeć – kończy się udawanie, że z danej rzeczy skorzystam i gotowa jestem ją pożyczyć, gdy znów zajdzie konieczność jej użycia. Raz na ten ruski rok 🙂 Z książkami mam tu kłopot, ale kończę z tym, koniec udawania.

Zarządzanie domową biblioteczką

By uniknąć obarczania innych odpowiedzialnością za rzeczy, muszę bardziej przyłożyć się do zarządzania tym, co mam. By to, co zostawię, było dobrem a przynajmniej sprawiło jak najmniej kłopotu. Pewnie czytnik ucieszyłby młodsze pokolenie bardziej.

Nadmiar książek nie tylko zabiera przestrzeń. Nadmiar stworzył się z zakupów, często impulsywnych, wszak książki to emocje. Chcemy przeczytać już, natychmiast!  I właśnie przyszedł mejl, że wszystko o 40% taniej. Tak wybywają, przynajmniej u mnie, pieniądze. Nie umiem się powstrzymać.

Zarządzanie domowym księgozbiorem zaczyna się od przemyślanych zakupów. Książki szybko tracą na wartości, więc zamiast w księgarniach warto kupować książki „raz przeczytane” za niższą cenę, czytać szybko i odsprzedawać, póki jeszcze książki plasuje się na listach przebojów. Można kupować na czytnik, w pakietach, wypożyczać a potem odsprzedawać, uwalniać czy puszczać w obieg. Czyli inaczej mówiąc: zarządzać biblioteczką, zanim nadmiar książek przytłoczy nas ( a potem naszych spadkobierców). Ale to już temat na inny wpis.

Czy macie nadmiar książek? Jak sobie radzicie? Myśleliście kiedyś o tych, co zostaną?Daj znać, że byłaś/eś, blogger nie lubi pisać do wirtualnej szuflady 🙂

Jeśli zaciekawił Cię ten post, zachęcam do przeczytania recenzji dwóch świetnych książek: Rzeczy których nie wyrzuciłem oraz Jak likwidowałam dom moich rodziców.

 

Comments are closed.