Stając się esencjalistą w nieesencjalistycznym otoczeniu

Stając się esencjalistą w nieesencjalistycznym otoczeniu

Oto jestem na drodze ku esencjalizmowi. Minimalizuję, odgracam, upraszczam, by żyć wartościowym życiem i sorry – nie przepieprzać go na głupoty, tymczasem świat wokół stoi w miejscu. No nie całkiem, ale w sporej części! Co z tego, że Mąż robiąc zakupy do domu zawsze pamięta o sałatce? I że makaron jest pełnoziarnisty, kiedy w innych aspektach wszystko leży i kwiczy?Co po drobnicach, didaskaliach? Skupiamy się na różach a płoną, do cholery, lasy!

Ja chcę odrzucać nieważne, wyciągać chwasty, ale otoczenie, tak – otoczenie, podsyła mi zewsząd nieesencjalistyczne gluty, bym je wyjaśniła, zaopiekowała się nimi, omiotła by dawna JA. Bo dawna JA się nimi zajmowała. Zawsze zaangażowana, zawsze pomocna.

Tyle, że tak już nie potrafię.

Bez szczegółów piszę. Bo gdybym napisała ze szczegółami, to…

To może wszystko samoczynnie ruszyłoby z kopyta?

Czas na asertywność i ustalenie granic.

 

 

Comments are closed.