Światowy Dzień Bezpieczeństwa i Ochrony Zdrowia w Pracy

28 kwietnia w mojej firmie obchodzono Światowy Dzień Bezpieczeństwa i Ochrony Zdrowia w Pracy. Każdy pracownik firmy mógł wziąć udział w symulacji dachowania a także uderzenia w drzewo. Na jednych symulacje zrobiły wrażenie, na innych – jak na mnie- nie do końca. Nie do końca, ponieważ przeżyłam dachowanie naprawdę. Wpadłam również w poślizg i wylądowałam w rowie. Symulowane crash testy, to że się człowiek spodziewa, mają się nijak do prawdziwego zdarzenia, prawdziwych emocji, wydzielenia adrenaliny. Ale piłka, piłka w dachującym aucie dała mi do myślenia. Macie zabawki w aucie? Laptopa? Butelki z wodą? A może bule pod nogami, bo akurat na piknik jedziecie?

Dachowałam ponad 16 lat temu. Byłam świeżakiem, wpadłam w poślizg i zaczęłam kręcić się na drodze. Trabant, lekki przecież, odbił się od krawężnika, przewrócił na dach i wrócił na koła. Nic mi się nie stało, mężowi również. Zapamiętałam dwie rzeczy: nie wyłączyło się radio i pomyślałam „Titanic” a potem podbiegł do nas pan z aparatem i pytał o to, czy robić zdjęcia. Przypuszczam, że pytał o zdrowie, pomoc, itp. ale ja zapamiętałam to, że pytał o ubezpieczenie i chciał te zdjęcia robić dla ubezpieczalni. Miałam sporo szczęścia, że inni kierowcy widzieli, co jest grane i zatrzymywali samochody w sporej odległości. A może nie sporej?Nie miałam zakupów na tylnim siedzeniu.

W poślizg wpadłam dwa lata temu. Jechałam na szóstą do pracy i na białą drogę wyskoczył zając. Zahamowałam i zaczęłam wirować. Miałam czas pomyśleć, że wtedy trzeba nacisnąć gaz, ale nie miało to już żadnego znaczenia. Wiedziałam, że przy tej prędkości, z którą się obracałam, wpadnę do rowu i zamknęłam oczy.  Po raz kolejny wyszłam cało ze zdarzenia. Przetrwało auto. Inny kierowca wyjechał mi na drogę, bo ja nie byłam w stanie. Miałam torby na siedzeniu, ale nie wjechałam w drzewo i nie dachowałam.

Do dzisiaj pamiętam wyrzut adrenaliny (kortyzolu?) i w żadnym przypadku crash testy, w których spodziewasz się, że coś nastąpi, nie oddadzą tego, co naprawdę się dzieje. Oczywiście podniosło mi się ciśnienie krwi i krew spłynęła do głowy, miałam wrażenie, że pęknie mi twarz. Ale w niczym nie przypominało to tego, co przeżyłam naprawdę.

W symulowanych crash testach do samochodu wrzucono nam piłkę, która miała pokazać, jak zachowuje się dajmy na to słoik z ogórkami z naszych zakupów. Właśnie ten, co przecież tylko jedzie z nami chwilę, z Biedronki do domu -kilometr.  I to jest ten moment, który na zawsze uświadomił mi, że zakupy obok na fotelu czy z tyłu, to niewyobrażalne zagrożenie podczas dachowania czy uderzenia.  Uwolnione mogą narobić wiele szkód a nawet zabić.

W wypadkach drogowych w 2013 roku śmierć poniosło 3 291 osób, a rannych zostało 43 471 osób. Część ofiar zginęła lub doznało obrażeń w wyniku braku dbałości o odpowiednie zapakowanie bagaży oraz zabezpieczenie innych przedmiotów przewożonych w samochodzie (…)

Przedmioty, które są niezabezpieczone, w momencie uderzenia nabierają prędkości. Zwykły telefon w momencie uderzenia w przeszkodę z prędkością 50 km/h, zwiększy swoją masę do 5 kg, a zwykła 1,5-litrowa butelka wody będzie ważyła około 60 kg.

moto.pl

Tak, dzisiaj zakupy z Biedronki, te wiecie – małe i tylko na pół kilometra -zapakowałam do bagażnika. A Wy? Wszystko wkładacie do bagażnika?