Wysil się i jednocześnie odpuść – świątecznie

Gdy tylko wyszłam za mąż miałam właśnie w głowie obraz domu: wspólnych świąt z rodziną. Tyle, że dla młodego małżeństwa tak to nie działa. Zwłaszcza, gdy pojawią się wyczekiwane wnuki. Bywa, że Wigilię spędzaliśmy na dwa domy.  Dostawaliśmy nikomu niepotrzebne prezenty. A po Świętach byliśmy unorani. Teraz po 16 latach różnych uroczystości mogę podzielić się kilkoma przemyśleniami.

Jedno święto w kilku domach

Jeśli  męczy Cię, że jesteś w biegu – odpuść. Przyjmij taktykę jednych świąt u jednych rodziców a kolejne święta u drugich lub zorganizuj święta u siebie. Oczywiście weź pod uwagę, że święta u siebie, to również troska o to jak dostanie się do Ciebie babcia i dziadek. Masz prawo powiedzieć, że tym razem jedziecie w góry. Nie namawiam tutaj do „magii olewania”, bo nie olewam ostatnich może świąt z rodzicem czy dziadkami. Staram się wypośrodkować między wygodą innych a naszym komfortem, moim utyraniem a szacunkiem dla innych. Od kilku lat wszystkie święta odbywają się u mnie w domu, dom jest właściwie otwarty. Jestem najszczęśliwsza, gdy wszyscy „zwalają się” do mnie.

Nikomu niepotrzebne prezenty

Być może nie ominiesz kwestii prezentów nawet na Wielkanoc. Ja trzy lata walczyłam o to, by na święta dostawać herbatę, kawę czy wino. Ogłaszałam wszem i wobec, że wszystko mam i niczego nie potrzebuję oraz że „czekam na swoją rzecz”. Niektórym trudno było uwierzyć, że naprawdę niczego nie chcę – w domu nie było mebli, książki leżały w kartonach a bywało, że brakowało np. łyżeczek. Ogłaszałam jednak, że szukam czegoś konkretnego, mam wizję, nie zatrzymam się na pierwszych lepszych łyżeczkach. Dom mam nieurządzony nadal, ale wyeliminowałam prezenty, które urządzały mi dom czyimś gustem. Lub jego brakiem. Dobra herbata, kawa, wino mi wystarczą. Bywa, że pytam się brata, czy robił wino w tym roku, bo na święta chciałabym właśnie dostać butelkę jego wyrobu. Dzieci na Dzień dziecka wychodzą do kina. Doznania a nie przedmioty.

Coś, co wyróżnia TE święta

Staram się na święta zrobić coś wyjątkowego. Chciałabym kiedyś móc rozmawiać z mężem i zagaić ” a pamiętasz tamte święta?” . To nie chodzi o duże rzeczy. To może być test nowego ciasta. Albo choinka w nowej odsłonie. Totolotek dodany do prezentów. Prezentowa wymianka.  Wyprawa po Wielkanocnym śniadaniu do Ochli.  Nie chodzi o religię. Chodzi o czas, który oddziela święto od codzienności. Ten czas musi się wyróżniać, nie może się zlewać z resztą dni. Bo wtedy przestaniemy czekać na święta…

Wysil się

Wiem,  blogerzy mówią o tym, żeby odpuścić. Odpuszczam niektóre rzeczy, ale zawsze staram się zrobić coś nowego. Wysilam się, żeby upiec jakieś wyjątkowe ciasto. Nawet, jeśli mnie to kosztuje sporo zachodu mam poczucie, że kreuję świat. Wysoka jakość życia to kreowanie tego życia. Kupowanie tylko ciast z torebki to nie jest kreowanie.  Robienie czegoś nowego, podjęcie jakiegoś wyzwania, daje siłę do zmian (na małych rzeczach się czołgaj…). W tym roku na przykład praktycznie zmieniłam wybór ciast i podjęłam wyzwanie zrobienia orzechowca i ciasta ze szpinaku. Oprócz sernika, marchewkowca i makowca Że mi się chce? Zbierałam się godzinę zanim zrobiłam budyń. Kolejne pół, żeby na ogniu wymieszać orzechy z miodem i masłem. Biegałam wokół piekarnika. Ale ta radość, kiedy mam już gotowe ciasto – inne niż te dotychczas robione -nieporównywalna z najbardziej zorganizowanymi świętami ever. Zrób coś niecodziennego, choćbyś miała/miał odpuścić odkurzenie półek.

Jednocześnie więc odpuszczam i wysilam się 🙂

Zdrowych i wesołych świąt!