Spotkanie z Joanną Bator

Przedwczoraj obejrzałam reportaż TVNu o Weronice, dziewczynce z Zespołem Aspergera, poniżanej przez dyrektora szkoły i jego żonę. Nie otrząsnęłam się jeszcze z tego reportażu, nie.  Stają mi przed oczami sceny z naszego życia. Nie takie jak w reportażu, u nas było inaczej, w białych rękawiczkach.  Łagodniej. Ale nie zapomniałam, syn też nie.

Dziś dobrze zrobiło mi spotkanie z pisarką Joanną Bator.

Joanna Bator należy do moich ulubionych pisarek, zresztą to właśnie cytat z „Ciemno, prawie noc” jest mi na tyle bliski, że stał się takim blogowym mottem.

Joanna Bator w  „Ciemno, prawie noc” podjęła temat, w którym kobieta była odpowiedzialna za wykorzystanie seksualne dziecka. O tym się w Polsce nie mówiło. Tymczasem Bator czytała o tym w prasie brytyjskiej.  Nie mogła uwierzyć, no bo jak, kobieta?

I dziś pisarka poruszyła kwestię mówienia o złu głośno, chociażby przez literaturę.  Żeby dziecko, wobec którego ktoś będzie miał złe zamiary,  nie zostało zignorowane… Bo przecież to niemożliwe. Bo kobieta, bo ksiądz…  Dyrektor, jego żona…Nie, ono zmyśla.

Taki jest nasz obowiązek. Wszystkich ludzi. Ujawniać to zło.

Czy czytaliście może „Profil mordercy” Paula Brittona? Czy znacie historię Jamesa Bulgera? Dwulatka, który został zmaltretowany, zamordowany bestialsko przez dwóch chłopców, jedenastoletnich? Albo małżeństwa, które chowało pod podłogą swojego domu zwłoki, nie tylko swoich dzieci? Zło czai się wszędzie i czasami jest nieprawdopodobne. Bo rodzic, bo kobieta, bo nauczyciel, ksiądz.

Nie możemy pozostawać bierni, rozglądać się po czyichś twarzach i sądzić, że skoro inni nie reagują, to widocznie nic się nie dzieje.

Tak właśnie zginęła  Kitty Genovese.

Myślę, że sprawa Weroniki pociągnie za sobą inne historie.