Zmęczenie kreatywnością i improwizacją

Zmęczenie kreatywnością i improwizacją

Zwykle refleksje na temat bylejakości i taką chęć na wyrzucanie wszystkiego mam w okolicach PMS. Nie mam PMS-a, ale naszła mnie refleksja. Być może wszystko dlatego, że nieźle wypadłam w teście kreatywności.

Kreatywność to takie rozwiązywanie problemów, które początkowo niestandardowe z czasem jest przyjmowane przez otoczenie za standard. Tak mniej więcej, z tego co pamiętam.

Otóż u mnie kreatywność wynikała zawsze z potrzeb i braków. Kasy zazwyczaj. Zatem w ciągu mojego życia wielokrotnie improwizowałam. Nie chodzi tylko o obiady typu „na winie”. Chodzi o sprawy grubsze, jak improwizowane półki z kartonów jak i jeszcze grubsze – bieganie po kodeksie cywilnym i szukanie rozwiązań spraw trudnych.

Po wielu latach takiej improwizacji nic dziwnego, że jestem zmęczona. To zawsze była kreatywność, żeby przeżyć. Teraz moim marzeniem jest mieć jak w pudełeczku. Niestety to idzie powoli. Nie chcę improwizować, chce mieć „z bani”. Poukładane, posortowane. By mieć więcej czasu na prawdziwe, wartościowe, cudowne życie.  Z sensem. Nie chce tracić czasu na improwizację. Chcę mieć to za sobą.

Zmęczenie bylejakością, wybieraniem, sprzątaniem jakoś się u mnie zbiega ze zmęczeniem kreatywnością. Dajcie żyć! Chcę mieć porządne rozwiązania i mnóstwo zaoszczędzonego czasu.

Jednocześnie uwielbiam, kiedy udaje się coś ocalić od zapomnienia. Odnowić.  przysposobić na nowo. Drewniane meble z olx, stół ze śmietnika, osmolone kinkiety wytaszczone z piwnicy. To ma sens.

 

Comments are closed.