Bycie odpornym psychicznie, szkolę się

Bycie odpornym psychicznie, szkolę się

Bycie odpornym psychicznie to cholernie ważna rzecz. Kiedy wokół burze i zamiecie, Ty trzymasz się na swojej drodze,  jesteś w zgodzie z sobą. Podnosisz się po porażkach, bo gdzieś wewnętrznie wiesz, po co żyjesz. Że jest sens życia, że go masz. Że nie dasz sobie łatwo wmówić…  Że masz wokół siebie ludzi, którzy cię wspierają. Pasję, która daje siłę. Odwagę, by być sobą.

Szkolę się z odporności psychicznej w modelu, o którym już Wam pisałam przy okazji recenzji książki Odporność psychiczna.Strategie i narzędzia rozwoju,

Z byciem odpornym psychicznie jest pewien kłopot. Mój osobisty dysonans. To, o czym mówił profesor Eichelberger – że w środku życia orientujemy się, że to nie ta drabina. Mam ten dysonans, ponieważ moja odporność jest na poziomie 1. Według testu MTQ48, w skali od 1 do 10, moja odporność to całe 1.

Bycie odpornym psychicznie to dla mnie bycie tam, gdzie właśnie mam być i czuć, że robię to, co powinnam robić, Spójność.

I problem z moja odpornością psychiczną jest taki, że robiąc test myślałam o konkretnym obszarze. Obszarze, który być może powinnam opuścić. Być może się w nim nie spełniam. Być może to nie ta drabina.

To okropne uczucie, kiedy dostajesz do łapki odpowiedź na pytanie, jaka jest Twoja odporność i widzisz tę całą jedynkę. Ogólną jedynkę. A najwyższy osiągnięty wynik to całe 3. Całe cholerne trzy.

Zrobiło mi się słabo. Zrobiło mi się niewyraźnie, bo pod powierzchnią skóry już wiem, że tę odporność taką właśnie mam. W tym konkretnym obszarze.

Jest taka scena w Top of the Lake. Holly Hunter mówi: ciało wie. Cała psychologia wie, że ciało wie. Cała metodologia nauk wie, że w psychologii nie sposób zignorować biologii. Ja też wiem, że moje ciało wie. Nawala.

Moje ciało to najlepszy test odporności psychicznej. Bez testu wiem, gdzie mam 1 a gdzie, gdy idę, mam 10.

Wychodzi na 5, bo cała ta odporność wycieka mi tam, gdzie czuję bezradność. Gdzie czuję, że nic nie zmienię. Choćbym się za przeproszeniem, zesrała.  Że żadna moja kreatywność nie posunie spraw naprzód.

A w psychologii wiem, że ja mogę posunąć świat naprzód. Pomóc komuś. Że ja się liczę, mój głos, pomysł, on coś może zmienić na lepsze, jakiś kawałek świata.

Test potwierdził to, co ciało wie. Po początkowym szoku przyszła refleksja, że ja to przecież wiem, wie moje ciało, że jedynie upewniam się, że mam to 1. Że w życiu mam tę odporność na 5. Jestem Sarah Knight, która przecież też jej wiedziała, że ma 1 i że czas najwyższy olać to i się ogarnąć.

Bycie odpornym psychicznie to taka wierność sobie i wiara, że nas nie zmiecie. Tyle też jest składowych, że trudno zliczyć, choć ładnie pogrupowane dają 4 obszary. I ja wiem, że tam, gdzie mi zależy, ja te obszary mam na 10. Ja mam je na 11. A może 100.

Mam te swoje 10, bo mam feedback.  Że jestem kreatywna chociażby. Że wytyczam i sama realizuję cele. Tak pierwsze z brzegu. Więc mój test na 1 mnie nie zmiecie. Bo ja wiem. Ja wiem, gdzie mam 1 i gdzie mam 10.

I dlatego mam jeszcze większy dysonans. Że  to może drabina nie ta. I nadzieja, że robię to, co pozwoli mi przeskoczyć na inną drabinę.

Zmiany są bolesne. Nie ma taniej zmiany. Dlatego z pokorą przyjmuję na klatę to 1 i wykorzystam to, co pozwoli mi mieć więcej tam, gdzie teraz mam to 1. Żeby nie spalić się podczas zmian.

 

Comments are closed.