Pierwszy rok psychologii za mną

Pierwszy rok psychologii za mną

Pierwszy rok psychologii za mną. To nie był łatwy rok, ale wiele mnie nauczył. Studiując psychologię nie sposób nie odnosić poznanych koncepcji do siebie. To naturalne, że ucząc się o temperamencie, osobowości i stylach przywiązania, sięgamy w głąb siebie i analizujemy.

Pierwszy rok psychologii nie obył się bez problemów

Pierwszy rok to nie tylko nauka sama w sobie, tak zwane kucie (nie umiem, nie umiem, nie umiem!), ale nauka o sobie. Godzenie wielu obowiązków, terminy, pokonywanie lenia, wszystko to to życiowa lekcja organizacji. Organizacji, z którą (jak i tzw. kuciem) mam wielki problem.

Nie wiedziałam też, że bardzo się stresuję w sytuacjach publicznych i choć aktywnie uczestniczyłam w zajęciach (muszę, inaczej się uduszę), to na forum: trach, mylą mi się słowa, zapominam budowy zdania, gula w gardle. Przed i po ból głowy.

Pierwszy rok psychologii to takie wow, ambitne plany, że wszystko na czas i w ogóle. Rzucanie się na wszystkie polecane lektury, drukowanie byle pierdy, by mieć, zawalanie się tonami papierzysk a potem wyrzuty sumienia, że minimalizm mi tu nie wychodzi.

W połowie roku przyszło otrzeźwienie i zaczęłam podchodzić do wszystkiego z większym dystansem.

Dwa semestry znacznie różniły się od siebie, ale i jeden i drugi semestr zaliczyłam bardzo dobrze. Indeks wypełniany samymi pozytywnymi ocenami, z egzaminów naprawdę dobre oceny.

Może moje doświadczenia i przemyślenia  z pierwszego roku psychologii pomogą przyszłym studentom, więc się dzielę 🙂

Lektury na pierwszym roku psychologii

Sylabusy określają, jakie lektury są obowiązkowe i uzupełniające dla każdego przedmiotu. Warto się zaznajomić i to nie tylko z pierwszym semestrem. Daje to pojęcie o tym, jakie lektury się powtarzają i w co warto (być może) zainwestować kasę a jakie książki można pożyczyć.

Sylabusy sprawdzałam zanim studia się zaczęły i trzy powtarzające się pozycje zakupiłam przed rozpoczęciem roku. Pierwszy podręcznik to Biologiczne podstawy psychologii    Jamesa Kalata, jak to mówią absolutny must have Biologicznych podstaw zachowań, od których pierwszy rok psychologii zaczyna się chyba na każdej uczelni. Uwaga, wielokrotnie nasz profesor Asienkiewicz podkreślał, że na stronie 95 w podręczniku Kalata jest błąd. W warstwach komórek kory mózgowej.

Niech nie przeraża cię, że te warstwy są do wykucia. Są, ale zauważ na moim przykładzie, że: nienawidziłam biologii, w szkole miałam same mierne a w ogóle biologię miałam ostatni raz ponad dwadzieścia lat temu. Skoro dałam radę, to jest to do przejścia. Nie było łatwo, po pierwszych zajęciach myślałam, że ucieknę, ale teraz stwierdzam, że biologia jest naprawdę ciekawa. O biologii pisałam już w poście Biologia na studiach psychologicznych

Podręcznik Kalata jest naprawdę przyjazny i powiem tyle, że zostaje na półce. Myślę, że wrócę do niego jeszcze nie raz.  Na biologicznych podstawach zachowań polecano nam również Biologię Campbella, ale jak dla mnie szczegółów w nim za dużo, dużo więcej niż u Kalata. Obie książki mają świetne wydania, obrazki kolorowe. Jednak… jednak bywało, że korzystałam z innych, w tym typowo medycznych podręczników, by zrozumieć łopatologicznie temat. Prowadząca mówiła: zrozumcie najpierw ogół. A potem się zaczęło 😉

Kolejnym podręcznikiem, który zakupiłam jeszcze przed rozpoczęciem studiów to Psychologia i życie Zimbardo i Gerriga. Jeśli sprawdzaliście różne forumy w poszukiwaniu przydatnych lektur, to ten podręcznik przewija się jako podstawa na studiach psychologicznych. Co ja na to?

Powiem tak, kupiłam kilka ogólnych książek do psychologii.  Psychologia i życie to świetna książka, motywująca, zachęcająca, taka kwintesencja tego, o czym będzie mowa na różnych przedmiotach, oczywiście w rozszerzeniu. Dlatego też nazywam takie podręczniki wstępniakami – wstępnie poznajemy temat.

Psychologia i życie  to dobra lektura do poduszki, wciągająca.  Warto mieć. Jednak trzeba przyjąć, że to jednak wstępniak.Zaproszenie do pokochania psychologii 🙂 I takich wstępniaków mamy więcej niż jeden i warto wybrać ten, który do nas przemawia. Teraz (nie umiałam wybrać, wszystkie pięknie wydane) takich podstawowych wciągających książek mam kilka, w tym Psychologię Tavrisa i Wade oraz Psychologię Ciccarelli i White (i gdybym miała coś doradzić, to z tego podręcznika najlepiej jeszcze przed rozpoczęciem studiów, dobrze byłoby przeczytać rozdział o uczeniu się :)).

Trzeci zakup to Psychologia. Podręcznik akademicki , podręcznik trzytomowy pod redakcją Jana Strelaua. Myślę, że to lektura na całe pięć lat i dalej, przy okazji opracowywania różnych tematów egzaminacyjnych.

Na pierwszym roku bardzo dokładnie przerabialiśmy wiele podręczników, wszystkie były wymienione w sylabusie. Do samego Wprowadzenia do psychologii mieliśmy ze trzy książki „Wprowadzenie do…:)  Z najbardziej chodliwych to Wprowadzenie do psychologii Matusewicza i  Wprowadzenie do psychologii Mietzela. Wszystko zależy od programu zajęć,  u nas okazał się bardziej przydatny Matusewicz.

Z tych, które przewijały się najczęściej na pierwszym roku (a pierwszy rok u nas to rozwojowa i poznawcza) to Psychologia poznawcza Nęcki, Orzechowskiego i  Szymury, Psychologia rozwoju Brzezińskiej, Ziółkowskiej i Appelt, Psychologia rozwoju człowieka Trempały. Czy warto je mieć?

Osobiście staram się mieć do każdego przedmiotu jeden dobry podręcznik, dlatego też sprawdzam, który mi będzie pasował najbardziej, czyli najpierw wypożyczam, przeglądam, jeśli się da a jeśli nie – kupuję na olx.  Chociaż na początku widok  pięknie wydanych książek mnie powalił, uległam czarowi zakupów, teraz jestem bardziej rozważna. Choć… Już  kupiłam kilka książek, które wymieniono w sylabusie, ale głównie tych, których opis mnie przyciągnął.

Jakie lektury przed rozpoczęciem psychologii? Polecam coś luźnego. Któryś z ogólnych podręczników albo takiego Kahnemana – Pułapki myślenia. Jest też sporo książek o eksperymentach w psychologii, sama się przymierzam do lektur, więc jeszcze nie polecę. Na pewno wiedza o eksperymentach bardzo by mi ułatwiła pierwszy rok, zluzowała. Można też z powodzeniem oglądać to, co jest dostępne w sieci. A klasyczne eksperymenty psychologii są.

Oczywiście język angielski (i każdy inny) na studiach psychologicznych to nauka słownictwa psychologicznego. My na języku angielskim  korzystaliśmy z podręcznika A selection of sociological problems in English Matejko i John-Jankowskiej, ale to tak na rozgrzewkę. Już niedługo będziemy korzystać z Psychology vocabulary in use. I tutaj wnoszę nie będzie litości, budowa mózgu  mnie czeka:) O języku angielskim pisałam w poście Język angielski na studiach psychologicznych oraz Pierwszy speech i wpis w indeksie.

Nauka na psychologii

Nie będę ściemniać, nauki jest sporo. Dlatego warto zagłębić się w tajniki mnemotechnik (u Nęcki, Szymury i Orzechowskiego polecam materiały o zapamiętywaniu) i sprawdzić, jak najlepiej się uczyć (Ciccarelli, White i rozdział o uczeniu się).

Ja z kuciem mam problem. Nie umiem, nie lubię, moje myśli odpływają. Na większości przedmiotów dominują testy, do tego prezentacje, prezentacje, prezentacje. Nauka do testów wygląda inaczej niż gdy uczymy się na ustny czy pisemny, gdy pytania są opisowe.  Co nie znaczy, że testy są łatwiejsze. Bywają podchwytliwe. Wykładowcy podkreślali, że chodzi o zrozumienie mechanizmów, że nie będzie maglowania o ilości sekund przy konkretnych badaniach, ale i tak uszczegółowienie jest duże. I nauka jest. Warto więc wiedzieć jak się uczyć wydajnie a studia psychologiczne takiej wiedzy dostarczają, więc… lepiej zacząć od niej.

Nie ma dróg na skróty. Żadna wikipedia i niesprawdzone źródła. Dobra rada: korzystaj z podręcznika, opracowania, z których korzystasz, powinny bazować na podręczniku. Podręcznikiem się obronisz, internetami niekoniecznie. Wiadomo, że zagadnienia na egzaminy podawane są wcześniej, choćby miały najogólniejszą formę, nie idź na skróty. Jeśli goni cię czas, a goni non stop…podziel się opracowaniem zagadnień, ale niech to będą naprawdę rzetelne notatki. Z podanych źródeł.

Pierwszy semestr to było zbiorowe opracowywanie notatek, tylko z rzetelnych, wskazanych przez prowadzącego źródeł. Notatki były za obszerne, ciężko było złapać sedno sprawy. Okazało się, że w wielu przypadkach wystarczyło mieć do perfekcji opanowane wykłady a jedynie rozszerzać informacje z wykładów o treści z podręcznika. Postanowiłam po pierwszej sesji na bieżąco przepisywać wykłady do worda (tym sposobem powtarzałam to, co zanotowałam na wykładzie) i było to naprawdę dobre posunięcie.

Drugi semestr psychologii – z jednej strony korzystałam z wpisanych do worda opracowań i przepisanych wykładów (notatki odręczne przepisywałam na bieżąco) a z drugiej przerzuciłam się na swoje, ręczne notatki. W pierwszej kolejności polegałam na przepisanych wykładach, potem na moich ręcznych notatkach (tworzonych przy czytaniu podręcznika) a  z opracowań korzystałam właściwie dla sprawdzenia swojej wiedzy.

Gdybym miała podsumować naukę:

  • wykłady, wykłady, wykłady
  • powtarzanie w odstępach czasu
  • notatki bardziej angażujące niż jedynie odtwarzane (ręczne, kolory, strzałki, itp)
  • żadnej wikipedii

Popierdółki przydatne na studiach psychologicznych (i chyba na każdych)

Miałam problem z organizacją materiałów, które trzeba było nosić na zajęciach. Przerabiałam różne warianty, by ostatecznie pozostać przy cienkich segregatorkach  z KIKa i grubym dziurkowanym notesie. Podczas robienia notatek wykorzystywałam wszelkie bloczki, które udało mi się zdobyć, np. notatniki z SWPS czy jakiejś firmy. Wszystko razem (ręczne bazgroły i inne materiały) mogę potem powpinać do cienkiego segregatorka, nie zajmuje wiele miejsca, dorabiam grzbiet i jest porządek.

Początkowo korzystałam z zakreślaczy, ale pod koniec do zakreślania zaczęłam używać kredek, mniej plastiku a i wiem, do czego zużyję kredki po dzieciakach. Zużywam niezliczoną ilość malutkich karteczek –  samoprzylepnych paseczków a także „wąsów”, którymi mogę spiąć materiały i dopiero je dopiąć do segregatorka.

Po pierwszym semestrze uznałam, że drukuję zbyt dużo, nic z tego nie wynika, papiery walają się. Udało mi się ograniczyć drukowanie opracowań, itp. , ale rzeczywiście drukarka w tych czasach to rzecz naprawdę przydatna. Dobry ołówek, długopis, karteczki, dziurkacz, zszywacz 😉 Na Gwiazdkę dostałam skórzany piórnik 😉 Małe rzeczy a cieszą.

Rachunek sumienia przed studiami psychologicznymi

Przed studiami psychologicznymi warto zrobić rachunek sumienia. Czy wiemy dokładnie, co oznacza studiowanie psychologii? Czy nam się tylko wydaje, że wiemy? Warto przejrzeć a może już przeczytać polecany  w sylabusie podręcznik do Wprowadzenia do psychologii czy któryś z „wstępniaków”. Dobrze zrobi poznanie sposobów na naukę, by potem móc je już tylko wykorzystywać.

Nie straszę metodologią i innymi przedmiotami. Nie chcę się nastawiać tak jak nastawiałam się na biologię. Ale podkreślić warto, że trzeba mieć dużą świadomość tego, czego uczymy się  na studiach psychologicznych. Nie są to regułki z wikipedii, więc jeżeli chcesz studiować z wiki, to daruj sobie te studia. Osobiście nie chciałabym trafić do psychologa, który studia przepękał ucząc się tylko tego, co mu leżało a resztą ściągając z Wikipedii. Rada od jednej z pań dr: nie wyobrażam sobie psychologa, który nie czyta.

Oczywiste oczywistości na koniec

Zdecydowanie moim największym zasobem, który ułatwia mi studiowanie psychologii, to oczytanie. Czytałam dużo różnych książek uznanych autorów. Dużo pojęć mam przyswojonych i to, co inni muszą teraz wykuć, ja mam  już opanowane. Myślę, że wiek też gra rolę. Zdążyłam przeczytać sporo w ciągu mojego życia 🙂

Dla mnie oczywistością jest, że na zajęciach notuję kwestie dotyczące zaliczeń, egzaminów, terminy, wytyczne, konsultacje czy mejle. Ale zauważyłam, że sporo osób biega i szuka tych danych na ostatnią chwilę. Nie warto dokładać sobie stresorów, wypytywać jak coś miało wyglądać.

A to…chociaż może się to wydawać oczywiste (mi się tak wydawało) to wcale nie jest. Prezentacja musi mieć temat, autorów, bibliografię, przejrzystość. Zapomina się o takich rzeczach jak imię i nazwisko autora pracy, nawet już na egzaminie. Stres ma różne oblicza i warto sobie sprawdzić pracę/test/egzamin pod kątem takich rzeczy jak formalne dane.  Tu przydała mi się lekcja, jaką dał mi mój szef w Pepsi. Nie ważne, czy modny jest taki czy inny szablon, pewna forma musi być zachowana. A uwierzcie, jestem wielkim niechlujem, mam brzydkie pismo, skreślam, katastrofa. Nawet mój indeks ma poprawki (dobrze, że wchodzi elektroniczny). Pilnuję jednak, by moje imię i nazwisko było na pracach czy testach, żeby cytaty były cytatami  (kłania się APA), był wykaz źródeł, itp.

Studia psychologiczne to dla mnie wyzwanie. Zmagam się z lenistwem, kiepską organizacją a nawet brzydkim charakterem pisma. Pracuję nad sobą cały czas, bo te studia to także wielka inspiracja do pracy nad sobą. Nic to, że mam 44 lata, kiedyś wahałam się  Czy jestem za stara na studia? , ale teraz wiem, że wiek nie gra roli (choć procesy poznawcze z wiekiem się zmieniają ;)). Ważne, by wiedzieć, na co się decydujemy. To pierwszy krok.

Mam nadzieję, że mój wpis Cię nie zniechęcił. To tylko moje przemyślenia po pierwszym roku studiów, ale mam nadzieję, że są pomocne. Napisz w komentarzu, czy moje rozmyślania się Tobie przydały albo czy jako student starszego roku, psycholog dodałbyś coś od siebie dla innych.

 

Comments are closed.