Przeceny i końcówki serii – pęknięta miska

Przeceny i końcówki serii – pęknięta miska

Przeceny, promocje, obklejone rabatami szyby. Letnie cięcia, wyprzedaże i końcówki serii. To sobie wchodzę do sklepu, bo czasem lubię się poszwendać po galerii. Wchodzę do sieciówki.  Takiej, co w niej dużo towaru, co się świeci. Srebrne, złote podkładki pod kubki i różne takie gadżety. Ale na Boga! W głowie się nie mieści to, co widzę!

Co przeceniony kubek, to uszczerbiony!Wszystkie przecenione rzeczy są najzwyczajniej w świecie zniszczone. Gdzie te promocje?

Po co komu uszczerbione kubki po przecenie za 19 zł za sztukę? Na osłonkę dla kaktusa? Na długopisy? Mam takie kubki, ale one mają swoją historię. Są w nich kremy w tubkach, długopisy, kredki czy inne rzeczy nadające się do pionowego przechowywania. Ale co z rzeczami w sklepach? Czy przeceniony produkt, to zawsze produkt zniszczony? Kto to kupuje? Kto uważa za dobrą okazję? Dla mnie okazją jest używany mebel z drewna na olx albo stół drewniany przyniesiony ze śmietnika. Ale uszczerbione kubki. Nie wiem, co wyczarować z takiego zakupu i jaki jest jego sens. Bo to nie są kubki – okazy z gatunku rzadkich, ale takich, jakich wiele. Obtłuczone za 19 zł.

Znalazłam hit. Przeceniona miska. Zwykła, plastik, taki wiecie, do robienia naleśników.

Po przecenie – 11,70 zł. Ale zamieram właściwie od razu. Miska pęknięta – od brzegu do samego dna. Nie jakiś tam rys pęknięcia. Miska z takiego plastiku, że jej się te dwie części ładnie rozchylają. Litości! 11, 70 zł?

Szczęściem nie tylko ja to widzę. Ten cały absurd. Pokazuję miskę siostrze. Ale widzę, że uśmiecha się do mnie pół klienteli, też najwyraźniej zszokowanych uszczerbionymi kubkami i popękanymi miskami.  To promocja czy naciąganie? Czy po prostu właśnie taka jest różnica między promocją a przecena i trafiłam na przeceny?

EDIT

Dziś byłam w TKMAXX. Każda ramka bez szybki miała naklejkę z napisem – „nie mam szybki, ale wciąż jestem dobra” czy jakoś tak.

  • mam takie wrażenie w tkmaxxie że oni próbują śmietnik sprzedawać, podeszłam do kasy z eyelinerem Nars. Nie miał zamknięcia, w związku z czym miał rozdwojoną końcówkę, cena 39,99, pytam się pani na stoisku czy wie gdzie jeszcze je znajdę, niestety nie, ale poszuka, mam poczekać przy kasie – poszła, wróciła z kierowniczką
    „- Noo bo nie ma ich już takich samych, to co nabić pani rabacik 5%…?
    – Co proszę, mogę jeszcze raz? (myślałam że się przesłyszałam)
    – Chciała go pani przecież kupić, tylko taki z zakrętką, za brak zakrętki mogę dać rabat -5%
    – Przecież to jest wyschnięty kosmetyk, z rozwalonym pędzelkiem, dotykany przez nie wiadomo ile osób!
    – Jeśli się pani upiera to mogę pani dać maksymalnie -15%
    – Przecież to śmieć”
    i tak sobie przy mnie wbiła ten rabat 15% i nakleiła pomarańczową naklejkę tak dokładnie dookoła tego rozwalonego pędzelka bez zatyczki, tadam… można? można, ktoś inny kupi

    • Słów brakuje… Takie historie są po prostu niewiarygodne!

      • twój tak mnie zainspirował, że napisałam post o Tkmaxxie, ale muszę jeszcze skoczyć zrobić jakieś real photo i opublikuję w tym tygodniu, kilka historii tragi-komicznych, opowiedzianych z humorem, ale ku przestrodze 😉

        • To real foto jest przerażające…

          • I to nie jest jakieś specjalnie jedno zdjęcie zrobione i trzymane na posta ale zwykle wejście z ulicy do jednego z tkmaxxów, straszne 🙁

      • Post napisany, wystarczyło wejść do pierwszego tkmaxxa po drodze by mieć materiały do posta, zapraszam. Ostrzegam, że nigdy więcej nie spojrzysz na ich promocje tak samo 😛

Comments are closed.