Metoda małych kroków w walce z nadmiarem

Ja wiem, że z nadmiarem rzeczy to lepiej byłoby tak raz a dobrze się ogarnąć. No ale tak nie umiem. Mówią: małe kroki. Więc próbuję. Metoda małych kroków w walce z nadmiarem sprawdza mi się. Powoli, do przodu, zawsze to coś, no nie?

„Wszędzie dookoła czyha pokusa goła”

Mocno wierzę, że metoda małych kroków w walce z nadmiarem pozwoli mi się ogarnąć. Już widzę plusy.

Mam tendencję do gromadzenia, zbyt wiele książek, zbyt wiele wspaniałych rzeczy wokół. Angielskie kubki, szale… I do tego różne całkowicie nieprzydatne rzeczy. Pozostałości po różnych słomianych zapałach.

Te małe kroki, tak mi wychodzi, to zawsze lepiej niż nic.

Bo to zawsze do przodu. Lepiej jedna szuflada niż nic.

Choć nie powiem, to frustruje.  Z tyłu głowy mam te wszystkie inne szuflady – ile jeszcze tego jest.

To zmusza do wykonania kolejnego kroku.  Się chce tę kolejną szufladę ogarnąć.

Metoda małych kroków w walce z nadmiarem

Metoda małych kroków w walce z nadmiarem w praktyce

Podczytuje blogi o minimalizmie, książki tych, co przeszli tę drogę.

I wychodzi mi na to, że jakościowo mały krok, tip-top taki,  to taka szuflada z przydasiami.

Albo z lekami. Nazbierało się rożnych inhalatorów, resztek antybiotyków, chwilowych maści. Koniec! Dość! Poukładane, posegregowane. Jest super!

A jak w tej szufladzie czy szafce u Ciebie?

 

Dobre w tych małych krokach jest, że się czuje taką siłę – te moc, że się nad czymś sprawuje kontrolę. nawet gdy chodzi jedynie o nadmiar i bajzel w szufladzie,

Ja bym tak chciała jak Marie Kondo, ale …

Przeraża mnie zbieranie rzeczy z całego mieszkania. Po prostu robię swoje. Tyle, ile mam sił. Tyle, ile uważam. Czasami tyle dokładnie, ile zdążę w trakcie odcinka serialu.

Ale lepiej tak niż wcale, nie sądzisz?

Jak jest u Ciebie?