Oddam za darmo i moje rozczarowania

Oddam za darmo i moje rozczarowania

Nic dziwnego, że Fumio Sasaki oczyszczając swoją kawalerkę ze zbędnych rzeczy oddawał i sprzedawał rzeczy hurtowo. Ja też jestem zmęczona ostatnim miesiącem, w którym próbowałam oddawać rzeczy. Dobrze mi ktoś doradził na facebookowej grupie – lepiej wystawić coś za złotówkę niż oddać. „Oddam za darmo” nie działa.

Mam takie przekonanie, że jesteśmy odpowiedzialni za rzeczy, które mamy. Chociaż w większości nie możemy nawet domyślać się, że dana rzecz, choć zepsuta, może być dla kogoś przydatna (np. do projektu DIY) to i tak powinniśmy oddawać rzecz w ręce osoby, którą to ucieszy. Nie wciskać innym, nie przerzucać małpy. Tylko dedykować rzecz we właściwe ręce.

To dlatego, że próbuję tak działać, mam ręce pełne roboty i tak opornie wszystko mi idzie. Ale to jedna strona medalu.

Druga to taka, że ludzie nie szanują czasu innych. W ciągu ostatniego miesiąca wielokrotnie zostałam olana, chociaż przed odbiorem darmowej rzeczy zapewniano mnie bardzo, że ta rzecz właśnie jest potrzebna, wyczekiwana. O ile łatwiej byłoby mi wywalenie słoików do kontenera, ale wiem, że teraz czas przetworów i sama w takim czasie szukałam słoików.

I takie słoiki właśnie wystawiłam za darmo. Nie dużo tych słoików, ale za to za nic. Kobitka umawiała się ze mną, by potem nie przyjść. Kolejnej napisałam, że jak tylko tamta pani się rozmyśli, to dam znać. Dałam i echo. Wiecie…czas poświęcony na obsługę tego towarzystwa … szkoda czasu. Łatwiej wywalić, no nie?

Podobnie z książkami nt. autyzmu. Kolejka. Taka, która umawia się na konkretne godziny i nie przychodzi. Weszłam na level, na który nie chciałam wejść. Pytałam „jak rozumiem już nieaktualne?”. Ależ aktualne tylko teraz nie, może potem, cuda wianki.

Te doświadczenia sprawiają, że chce mi się odejść od dedykowania rzeczy właściwym ludziom. Chce mieć szybciej, łatwiej, prościej. Mieć w nosie.

Nie chciałam nigdy odpisywać ludziom „niestety nie mogę Pani/Panu zaklepać tego, proszę się zgłosić, jak już Pani/Pan będzie mogła/mógł odebrać, może rzecz jeszcze będzie dostępna”.

Nie chciałam tak postępować, ale jestem utrudzona. ostatnie treściwe oddanie rzeczy zanotowałam z trzy lata temu – zabawki hurtem do przedszkola, niemiecką książkę dla jednej pani.

Kiedy tak się sprawy mają, ludzie się umawiają i nie przychodzą. Nie odpisują, znikają z powierzchni ziemi, chociaż tak mi zawracali gitarę, przestaję lubić ludzi. Nie lubię tego, że tak czuję, bo wątpię w siebie jako przyszłego psychologa.  Ci ludzie tak mnie irytują, że zastanawiam się, co będzie, gdy tak będzie mnie irytował klient. Czy będę cierpliwa?

Wcale tej cierpliwości nie chcę ćwiczyć.

 

Comments are closed.