Sztuka odpuszczania i upraszczania

Od kilku dni chodzi mi po głowie fraza „sztuka odpuszczania”. Może to kwestia wieku. Takie moje proste wyliczenie, proste założenia. Jestem, można rzec, w połowie swojego życia. Nieco już zużyta, schorowana, więc nawet ta „połowa”, która mi została nie jest pewna. Nic przecież nie jest pewne. Ale optymistycznie tę połowę zakładam. Bez dalszych chorób i życiowych perturbacji. Głupotą jest tak zakładać, ale w tym założeniu nie chodzi o prawdę a jedynie pogląd.  Takie pi razy drzwi, taką zajawkę do refleksji o tym, co ważne. I przychodzi mi do głowy myśl, że nic nie jest tak ważne jak umiejętność odpuszczania i upraszczania, być móc żyć wartościowym życiem. By nas rzeczy przyziemne nie zalały.

Doba ma 24 godziny.

Mam rodzinę, chodzę do pracy. Do tego studiuję. Już samo „zwykłe życie” wymaga wielu umiejętności. Kurczę, ledwo w sobotę zaplanowałam sprzątanie i naukę a wylała pralka i tyle z tej nauki było. W niedzielę, skoro świt zresztą, odwiozłam dziecko na zawody i siedziałam jak kołek osiem godzin, bo syn występował 10 sekund chwilę po trzynastej. Starałam się delektować chwilą i nie marudzić, ale przecież i tak było z planami całkiem do kitu. Chcesz rozśmieszyć Boga… A może jednak chodzi o to, by nie planować? No ale jak wtedy miałabym te studia skończyć?

Życie wymaga asertywności, bo przecież bez niej moglibyśmy wziąć na klatę o wiele za dużo. Organizacji, bo przecież samo się nie wypierze, nie posprząta i choćbym nie wiem, jak bardzo sprawiedliwy podział obowiązków w moim domu by panował, jak bardzo za dupą by wszyscy nie sprzątali, to jednak jestem spinaczem, zarządcą, ogarniaczem. Muszę zatem brylować w tym ogarnianiu.

Sztuka upraszczania i odpuszczania, inaczej się nie da

To wszystko sprawia, że zbyt dosadnie dociera do mnie to, że nie przeczytam wszystkich książek, które chciałabym przeczytać. Kto wie, może nie wyczytam nawet tego, co na Kindlu i półce (projekt „przeczytana półka”).  Obawiam się, że mogę nawet nie zdążyć przeczytać tego, co sobie postanowiłam przeczytać „będąc młodą studentką filologii polskiej”.

Może nie nauczę się angielskiego tak, jak bym chciała.

Kto wie, czego mogę nie zdążyć zrobić.

Bo goni mnie czas.

Tempus fugit

Z tym wybieraniem jest tak, że „uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę”, bo czas mam ograniczony. Nawet w tym prostym quasi wyliczeniu wydaje się, że czasu mam mnóstwo. Ale patrz, mój syn w tym roku ma osiemnastkę. A ja dalej w czarnym lesie z „W poszukiwaniu straconego czasu”. Tik-tak.

Sztuka upraszczania i odpuszczania w życiu

Jak widzę sztukę upraszczania i odpuszczania?

Odpuszczanie jest proste. Nie marnujmy zasobów na rzeczy nieistotne, kontakty nieszczere.

Uprośmy zwykłe czynności. Te metażyciowe. Gotowanie na przykład. Gotować skromniej, by potem nie musieć odgruzowywać szafek z nadmiaru rozpoczętych przypraw. Wybrać top produkty, żeby nie trzeba było rozkminiać, który produkt wybrać. Przecież łatwiej byłoby mieć to wszystko już opracowane.

Uprościć znaczy dla mnie nie tylko „mniej”. To znaczy też lepiej. Czasem drożej. Bo dobre rzeczy czasem kosztują. Wiem, choć jestem nałogowym poszukiwaczem skarbów na pchlich targach.

Uprościć to również wyrobić sobie dobre nawyki. Przecież nie zastanawiasz się zbytnio, czy umyć zęby. Z nawykami trzeba pracować, o czym przekonałam się kilka razy, nie tylko przy okazji odstawiania cukru, ale też przy okazji ratowania życia.

Wybrać trzeba najważniejsze, resztę uprościć lub odpuścić. Kiedy czasu mało, nie stać nas na dodatkową rozrzutność. To, co z tyłu głowy strasznie zżera zasoby. Odciąga od rzeczy ważnych. Trzeba uprościć, ile się da.

Zobacz, mózg oszczędza zasoby pozwalając, by umysł stosował uproszczone reguły wnioskowania, by kategoryzował. Mamy nawyki, heurystyki, stereotypy. By oszczędzić siły.

Na początku może być źle.

Uprościć to znaczy również, że przez chwilę, zanim uprościmy, może być fatalnie, bo trzeba wziąć się w garść i załatwić temat. Spisać to, co z tyłu głowy. Załatwić temat. Ja na przykład potrzebuję wolnego, by powystawiać na allegro rzeczy. Sądzę, że wstawianie z doskoku, wykończy mnie bardziej niż jeden dzień z allegro czy olx.

Po co komu sztuka upraszczania i odpuszczania?

Im jestem starsza, tym większą mam potrzebę upraszczania, by zaoszczędzić czas i zasoby na to, co ważne. Rodzinę, książki, naukę języka, marzenia.  Takie „oszczędności” to konieczność.  Coś, co trzeba wypracować. Zwykle przecież gdzieś nam się ulatniają zasoby wszelakiej maści. I czas jest tym największym zasobem. Mniej rzeczy, więcej czasu. Lepsze rozwiązania, więcej czasu. Stałe produkty, więcej czasu. Potrzebujemy tego czasu, by spełniać marzenia.