Nigdy nie będę minimalistką

Nie będę minimalistką.

Mimo systematycznego odgracania przestrzeni, robię to jedynie dlatego, by mieć miejsce na to, co ważne.

Po moich niezbyt udanych próbach odgracania, uznaję, że są rzeczy dla mnie ważne.

Ważniejsze niż puste przestrzenie.

Książki.

Drobne fisie, jak upolowane kubki „made in England” z brytyjską koroną w tle

Bo, jak wiecie (jeśli śledzicie bloga), to uczę się angielskiego. Tego, którego przez lata nienawidziłam. Tego, który uważałam za pokręcony. Tego, który w moim mniemaniu, nie miał żadnych reguł a przez to był jeszcze bardziej pokręcony niż taki francuski na ten przykład, niemiecki i łacina razem wzięte. Zresztą podobne, w przeciwieństwie do angielskiego.

Więc wzbudziłam w sobie entuzjazm. Zrobiłam to, co radzą ci, którzy się na tym znają. Otoczyłam się. Książkami o Anglii, Brytyjczykach i kubkami „made in England”.  Działa. Nie wiem jak, ale działa.

Szans na odgracenie nie widzę. Chyba że docelowo założę antykwariat. To chyba musiałoby być wtedy, kiedy resztkami przytomnego umysłu (choć psychopatologia w przyszłym roku dopiero)  zdiagnozuję u siebie Zespół Diogenesa i jednocześnie tuż przed etapem „Mam skarb, mam skarb”.

Bo, tego już pewnie nie wiecie, dawno, dawno temu chciałam prowadzić księgarnię, potem antykwariat. Jeszcze trochę a będzie to możliwe. Bez nakładów własnych, takich nagłych.Wszystko już będzie u mnie na stocku, jak to mówią w korporacji.

Wtedy też to będzie właśnie to doskonałe rozwiązanie, będę prowadziła sklep i jednocześnie będę minimalistką.

Gdy znajdę w sobie tyle sił, by się ze skarbami rozstać. Będę mogła wtedy nawet pisać rzewne liryki „pożegnanie w inpoście”. Tak, żartuję, ale marzenie było prawdziwe.

Lata „minimalizowania” nauczyły mnie jednak tego, że chęć posiadania jest zmienna w czasie. A studia psychologiczne nauczyły nie tego, że emocje mijają. Mogę chcieć „już”, bo mam problem z odwlekaniem gratyfikacji, ale w końcu przychodzi moment, że oddam skarb. I to będzie właśnie TEN MOMENT, kiedy stanę się minimalistką.

Tymczasem minimalizm służy mi do racjonalnych zakupów, projektów denko w kremach, herbatach i blistrach, czyli uczy mnie … zwyczajnego życia.

Wow.