Pozytywna psychologia porażki. Jak z cytryn zrobić lemoniadę – recenzja książki

Pozytywna psychologia porażki. Jak z cytryn zrobić lemoniadę – recenzja książki

Przyznam się szczerze, że niewiele wiedziałam o psychologii pozytywnej. Kojarzyłam nazwiska i to byłoby na tyle. Teraz, po przeczytaniu „Pozytywnej psychologii porażki. Jak z cytryn zrobić lemoniadę” Pawła Fortuny uznałam, że nie skończy się tylko na tej książce.

Psychologia pozytywna nie skupia się na leczeniu zaburzeń ani na łagodzeniu cierpienia. Jej celem jest sprawienie, by człowiek żył pełnią życia i był szczęśliwy.  Chodzi po prostu o dobre, szczęśliwe życie.  A o czym jest ten blog? O wysokiej jakości życia.  Czuję, że jeszcze nie raz otrę się o ten nurt psychologii.

Szczęście to nie dobra materialne, nie kariera, ale relacje z innymi. Człowiek szczęśliwy dostrzega, że jego życie ma głębszy sens. Tyle, że człowiek ponosi porażki. Czy porażka może być w ogóle przydatna? Nie jestem wcale zaskoczona – z porażki można wiele wyciągnąć. Można, mimo bólu, zamienić cytryny w lemoniadę.

Jedna osoba polegnie, prowadząc szkolenie, inna zepsuje ważna prezentację, a jeszcze kolejna popełni poważny błąd w badaniach naukowych lub diagnostyce lekarskiej. Im większa początkowa nadzieja na sukces, tym głębszy smutek po przegranej. Jednak to przecież jedyna sytuacja,w której możemy nauczyć się pokory, doświadczając granic swoich umiejętności i zdolności. Bez tego trudno jest właściwie zarządzać swoim rozwojem.

Żeby wykorzystać porażkę trzeba zdobyć się na dwie rzeczy. Żadna z nich nie jest łatwa, kiedy w grę wchodzą emocje. Porażka boli. Porażki się wstydzimy. Za porażkę się obwiniamy lub obwiniamy innych.

Żeby porażkę wykorzystać musimy darować sobie wszystkie sztuczki, jakimi staramy podnieść się na duchu. Musimy dostrzec, że potrafimy stosować różne mechanizmy obronne, by przeżywanie porażki było bardziej znośne. Możemy na przykład mówić: nie, to w ogóle nie było dla mnie ważne. Możemy zwalać winę na innych. Możemy sabotować cel ze strachu przed porażką, jeśli tylko jej się obawiamy.  Prokrastynacja… klasyka gatunku, jeśli chodzi o obronę naszego ego. Mamy całą masę zagrywek, którymi ratujemy się przed porażką i pewnie tyle samo, by tylko osłodzić sobie jej gorycz.

Ale to nie wszystko. Drugą rzeczą, która jest konieczna, by z cytryn zrobić lemoniadę, to analiza przyczyn. Trudno o obiektywizm, kiedy targają nami uczucia, ale jest to konieczne, by podnieść się i ruszyć dalej. Liczy się wielość punktów widzenia. Właśnie wtedy, gdy wydaje się, że nasz osąd jest jedynie słuszny. Analizując można przegrupować siły, dostrzec to, nad czym trzeba popracować, szukać innych dróg do celu.  Możemy uczyć się nie tylko na własnych porażkach. Tak naprawdę bajki, opowiadania czy filmy dają nam szansę na naukę. To porażki czynią z nas ludzi mądrych.

Ekspertem można się stać, zaliczając kolejne szczeble edukacji i kończąc stosowne kursy, ale mądrość kształtuje się na niemożliwym do wystandaryzowania uniwersytecie życia, na którym dominują zajęcia praktyczne, a lekcje mieszają się ze sprawdzianami.

Kiedy już uzmysłowimy sobie przyczyny możemy zastanowić się nad porażką w kontekście całego życia. Dzięki porażce możemy na chwilę zatrzymać się i spojrzeć na nasz cel. Czy o to nam chodziło w życiu? Czy to, do czego dążę jest rzeczywiście dla mnie wartościowe? Oczywiście nie jest łatwo rozróżnić mechanizm obronny „kwaśnych winogron” (już ich nie chcę, były pewnie kwaśne) od rzeczywistej potrzeby zmiany kierunku.

Zaskakujące jak wiele porażek, trudnych momentów w życiu prowadzi do czegoś dobrego. Aktorka Hedy Lamarr całkowicie zmieniła swoje życie. Zamiast rozpaczać nad brakiem ról i przeklinając tę, która ją wygryzła (Ingrid Bergman), postanowiła dedykować swoje siły… fizyce. Ma swój wkład w rozwój telefonii komórkowych.

Osobistą klęską jest sytuacja, w której aktywnie dążymy do realizacji celów, lecz uświadamiamy sobie, że „drabina jest przystawiona nie do tej ściany, co trzeba”. Na przykład karmimy naszą energią czyjeś ambicje lub kroczymy drogą, która być może daje społeczny prestiż, pieniądze i wpływy, ale nie gwarantuje poczucia spełnienia, nie jest nasza.

Książka analizuje porażkę na różnych płaszczyznach. Mamy nawet kontekst kulturowy. Dla mnie osobiście najbardziej przydatna jest ta część, która mówi o mechanizmach obronnych. Świadomość ich istnienia zmusza do szczerości wobec siebie, w pewnym sensie znając je nie mamy już odwrotu.

Do kilku kwestii poruszanych w książce Pawła Fortuny wrócę. Z pewnością godna uwagi jest  BATNA, tj. the Best Altennative to a Negotiated Agrement. Brzmi tajemniczo, ale tak naprawdę jest po prostu drugą dobrą  opcją. Posiadanie tylko jednej stawia nas pod ścianą, gdy dotknie nas porażka. Na blogu pojawią się też nawiązania do mechanizmów obronnych, są w książce dobrze opracowane.

Naprawdę dobrze przygotowana  jest część będąca sednem książki – o tym, jak z cytryn zrobić lemoniadę. Mamy przykłady, które są budujące. W ogóle można powiedzieć, że książka traktuje o budowaniu siebie po porażce.  Zwróciłam uwagę na podsumowania. Są krótkie i na temat, czyli takie jak powinny być. Mam wrażenie, że ostatnio coraz trudniej na takie natrafić.

Pewnie nie raz podrzucę Wam książkę z tego nurtu psychologicznego lub do niego nawiążę.

Comments are closed.