Rezyliencja. Jak ukształtować fundament spokoju, siły i szczęścia – Rick Hanson, Forrest Hanson

Któż nie chciałby żyć dobrym, wartościowym życiem i umieć radzić sobie z przeciwnościami losu, gdy ten nie jest dla nas zbyt łaskawy? Może nam w tym pomóc rezyliencja, czyli  umiejętność radzenia sobie z przeciwnościami i stawiania czoła wyzwaniom. By osiągnąć dobrostan musimy wzmocnić nasze wewnętrzne zasoby, ćwiczyć rezyliencję i o tym, jak możemy to robić, piszą znany już Wam Rick Hanson  (autor „Szczęśliwego mózgu”) wraz ze swoim synem Forrestem w książce „Rezyliencja. Jak ukształtować fundament spokoju, siły i szczęścia”.

Już z poprzedniej książki Ricka Hansona wiem, że każde doświadczenie, które zauważymy, któremu poświęcimy naszą uwagę, zmienia nasz mózg. Na tym polega neuroplastyczność zależna od doświadczenia. Doświadczenia zbieramy od dzieciństwa i to, co wynosimy, może być dalekie od ideału. Niepewność, samotność, poczucie bycia nieważnym dla innych, gorszym –  to możemy wynieść z dzieciństwa. Doświadczenia sprawiają, że tak a nie inaczej widzimy siebie, świat i swoje w nim miejsce. Im częściej doświadczamy niepewności, im więcej razy odczuliśmy, że inni o nas nie dbają, tym większą ranę mamy w sercu i tym głębiej to doświadczenie wpisuje się w nasz mózg. Tworzą się połączenia neuronalne, których usunąć już nie możemy. Jedyne, co możemy zrobić, to zaabsorbować więcej pozytywnych doświadczeń, stworzyć więcej połączeń nerwowych, które działają na naszą korzyść i stanowią nasze zasoby: tworzą nasz rezylientny stan a tym samym nasze szczęście.

„Ze względu na negatywne nastawienie mózgu zauważamy, że nie udało nam się osiągnąć jakiegoś celu, a jednocześnie umyka nam, że po drodze zrealizowaliśmy setki innych. Szukaj w ciągu dnia okazji do tego, by poczuć, że osiągnąłeś wiele celów. Chłoń te doświadczenia oraz wykorzystuj je do kompensowania i leczenia poczucia porażki lub niższości.”

Jest jedna bardzo zła wiadomość. Większość dobrych, korzystnych doświadczeń marnujemy. Nie budują naszej siły. Ot, znikają. Tymczasem wystarczy wiele razy dziennie wyłapywać dobre chwile, by działały na naszą korzyść. Ba, dobre momenty możemy tworzyć, przedłużać ich odczuwanie, przytrzymywać w sobie, by zmieniały nasz mózg. Ćwicząc wyłapywanie pięknych chwil stajemy się silniejsi, spokojniejsi, szczęśliwsi. Podobnie jak doświadczenia działają nasze myśli – mózg nie rozróżnia rzeczywistości od wyobrażeń.

‚Im trudniejsze jest twoje życie oraz im mniej wsparcia otrzymujesz z zewnątrz, tym ważniejsze jest, byś każdego dnia szukał drobnych okazji do podkreślania i świadomego chłonięcia użytecznych i pięknych doświadczeń.”

Co to znaczy dobry moment? To moment, gdy pijesz ciepłą herbatę, ogrzewasz dłonie trzymając kubek, choć jeszcze chwilę temu było ci zimno. To moment uśmiechu drugiego człowieka. To moment, kiedy myślami wracasz do swoich szczęśliwych wspomnień. Takich chwil wokół jest mnóstwo. Tyle że je marnujemy. Zauważ czym jest Hygge, czym jest Ikigai, czym jest Wabi-sabi. Czy to nie jest chwytanie dobrej rzeczy, rozpoznanie jej, kontemplowanie? Nieważne, czy w ciepłych skarpetkach, z rozgrzewającym napojem czytasz książkę czy odnawiasz stare krzesło. Zatrzymujesz się na chwilę i kontemplujesz szczęście. Jestem pewna, że duńskie Hygge czy japońskie Wabi sabi (choć przecież to odnajdywanie szczęścia w przemijaniu)ma ten sam fundament: zatrzymanie dobrej chwili.

„Każde doświadczenie, któremu towarzyszy poczucie satysfakcji – na przykład wdzięczność, przyjemność czy osiągnięcie czegoś – to okazja do tego, by poczuć, że dana potrzeba została, przynajmniej na chwilę, zaspokojona. Bądź uważny wobec tych szczególnych doświadczeń, ale także wobec bardziej ogólnego poczucia nasycenia, poczucia, że w tej chwili już wystarczy.”

Autorzy omawiają zasoby, jakie możemy rozwijać, by stać się bardziej odpornym na zawirowania, jakie niesie nam życie. Tych zasobów jest dwanaście. Stanowią one wypadkową naszych podstawowych potrzeb: bezpieczeństwa, satysfakcji i więzi,  i czterech sposobów, w jaki je zaspokajamy:

  • rozpoznając, co jest prawdziwe,
  • zapewniając sobie niezbędne zasoby,
  • regulując myśli, uczucia i działania,
  • odnosząc się do innych i świata w umiejętny sposób.

Ilekroć nasze potrzeby są spychane na bok, stajemy się nieszczęśliwi, krusi, podatni na zranienia i również: nieuważni na potrzeby innych. Poranieni nie jesteśmy zbyt dobrzy dla innych.

Wiemy, czego potrzebujemy: unikamy krzywdy, dążymy do nagród i nawiązywania relacji, ale nie zastanawiamy się nad tym codziennie. Nie wsłuchujemy się w siebie, nie nazywamy tego, co czujemy. Odsuwamy na bok pojawiające się myśli, że oto w tym towarzystwie nie jest nam najlepiej, że głośna muzyka irytuje i tak dalej. Tymczasem wsłuchanie się w siebie daje nam okazję do rozpoznania tego, czego nam brakuje.  Gdy rozpoznamy, która z potrzeb nie jest zaspokajana, możemy działać: sięgnąć po zasoby, regulować myśli, uczucia i działania i wesprzeć się kontaktem z drugim człowiekiem.

Możemy rozwijać umiejętność radzenia sobie z przeciwnościami losu poprzez poświęcenie czasu dwunastu zasobom. Te zasoby to:

  • współczucie,
  • uważność,
  • uczenie się,
  • siła charakteru,
  • wdzięczność,
  • wiara w siebie,
  • spokój,
  • motywacja,
  • bliskość,
  • odwaga,
  • aspiracja,
  • szczodrość.

Na pierwszy rzut oka te zasoby wydają się nam dobrze znane. Możemy nawet powątpiewać w związek między rezylientnym stanem a tymi kompetencjami. Jednak autorzy dają nam inne, rozszerzone znaczenie tych kompetencji.

Kiedy mowa o współczuciu, chodzi nie tylko o współczucie dla innych, ale również dla siebie. Nie działamy  w myśl złotej zasady etycznej, o której autorzy wspominają: traktuj siebie tak, jak traktujesz innych. Dla siebie jesteśmy zbyt surowi. Jednak gdy zaczniemy traktować siebie ze współczuciem, będziemy dbać o swoje potrzeby tak, jak robimy to względem innych, będziemy lepsi. Potrafimy być dobrymi przyjaciółmi dla innych i wrogami dla nas samych. Kiedy mowa o sile charakteru, to obejmuje ona wiele różnych spraw, rozwijanie poczucia sprawstwa, oduczanie się wyuczonej bezradności czy rozwijanie poczucia determinacji.

W książce jest spora dawka solidnej wiedzy psychologicznej.  Możemy dowiedzieć się, jak mądrze rozmawiać, uświadomić sobie, czym jest torowanie gniewu, jak wybaczać sobie i innym, jakie są style przywiązania, czym jest asertywność i wiele innych. Niektóre z ćwiczeń bardzo mnie zaskoczyły i pomogły w zrozumieniu tego, jak w praktyce mogę rozwijać zasoby.  Oczywiście w książce znajdziemy odwołania do biologii, chodzi przecież o tworzenie nowych sieci neuronalnych na podstawie dobrych doświadczeń, ale również o to, by nie ignorować naszego temperamentu, nie zagłuszać wewnętrznego głosu.

Nie ma jednego hasła, którym mogłabym podsumować książkę, bo poruszanych spraw jest wiele: akceptacja, zaangażowanie, uważność, wybieranie między „lubieniem” a „chceniem”, wybaczanie, asertywność i wiele, wiele innych. Wszystko to ma związek z tym jak budujemy nasz fundament siły, spokoju i szczęścia, jak ćwiczymy się w rezyliencji. Gdybym jednak miała podsumować książkę jednym zdaniem, to dla mnie lektura o relacjach z samym sobą i z innymi, uczciwych, dobrych, pełnych współczucia relacjach.