Trudny sąsiad

Trudny sąsiad

Trudny sąsiad potrafi uprzykrzyć życie w bloku. Czy przyszły psycholog nie może się tak zwyczajnie, po ludzku wkurzyć? Na sąsiada z dołu, sąsiada z góry? Znajomość zaplecza nie uwalnia od zwyczajnego wkurwu, który czasami mam na sąsiadów, z  którymi nijak dojść do porozumienia w sprawach podstawowych. Albo raczej takich, którzy weszli na wyższy level sąsiedzkich sporów. Macie trudnych sąsiadów? Ja mam, jednego trudnego sąsiada z dołu i jednego z samej góry.

Taka sąsiadka z dołu. Niby sąsiad z dołu niegroźny z założenia. Co najwyżej to my, lokatorzy z góry, możemy go zalać. Ale nie… Moja sąsiadka z góry uprzykrza mi życie codziennie i zupełnie nie wiem jak mogę sobie z nią poradzić.

Kwestia przekleństw. Sąsiadka z dołu ma papugę. Ma chyba jakieś inne zwierzątko, ale jeszcze nie namierzyłam jakie. Sąsiadka jest samotna i ma tylko te zwierzęta. Własne rytuały. Do zwierząt gada, co słuchać u mnie w domu. No i właśnie. Nie mówi słodko. Mało sąsiadka śpi, więc gada dużo. Tymi słowy: ty kurwo jebana, ja cię tak kocham, a ty mi tu naszczałaś/porozrzucałaś. Ty pizdo jebana. I tak świątek, piątek i niedziela. Niesie się po rurach, najgłośniej słuchać w toalecie, łazience i naszej sypialni. Ze spokojem mogłabym nagrywać telefonem doniesienia na linii sąsiadka-zwierzę. Cóż z tego, że znam jej historię i troszkę już podejrzewam co i jak się dzieje. W żaden sposób nie jest mi lżej. Przecież chcę prowadzić życie wysokiej jakości. A słuchając sąsiadki jakoś nie mogę. Wypadałoby zerwać drewnianą podłogę, wygłuszyć  i położyć podlogę jeszcze raz. Mieszkam tu 6 rok i nie zdołałam się przyzwyczaić.

Kwestia suszarni. Sąsiadka traktuje ją jako magazyn zewnętrzny dla swoich firan. Zajmuje miejsce przy kaloryferze i nie można do tego miejsca się zbliżyć. Żebyśmy zbliżyć się nie mogli, to systematycznie przewieszała nam ciuchy. Ale teraz wpadła na lepszy pomysł. Otóż sznurki, których zająć nie można obwiązała drucikiem i spięła klamerkami. Tym sposobem się tam nie rozgościmy z ciuchami.

Sąsiadka z góry, która od strony kaloryfera się rozstawia jako trzecia, przed nami, musi się męczyć. Tym sposobem rozstawia swoje bluzki na kilku sznurkach, tj. jedna bluzka zajmuje cztery lub pięć sznurków. Bo przecież jak ma do niej dolecieć to całe ciepło z kaloryfera. Ukrop jest straszny w suszarni i całe to działanie miałoby sens wtedy, kiedy po bluzkę zeszłaby za godzinę. Ale nie, schodzi jak wszyscy, na drugi dzień. Tym sposobem najgorzej mają sąsiedzi z dziećmi. Muszą się wciskać. No bo od strony kaloryfera sąsiadka od firan i związanych sznurków, potem my, potem sąsiadka od trzech bluzek na pięciu sznurkach. Meksyk.

Dostałam kiedyś opierdziel od sąsiadki od trzech bluzek, że nie zdjęłam iubrań po 12 godzinach. Normalnie się na mnie wydarła, bo nie miała gdzie rozwiesić swoich 3 bluzek, gdy wyprzedziła ją sąsiadka od dzieci. To było przegięcie, którego ja nie dźwignęłam. Dosłownie. Wydarłam się również, że w pierwszej kolejności może zagadać do sąsiadki od firan, bo zajmują przecież miejsce na sznurkach. Nie, na temat firan się nie wypowiada. Firany to temat tabu. Niejeden sąsiad z powodu zwad suszarnianych przeniósł się do suszarni przydzielonej do innej klatki. Ja na firany się zaczajam. Oficjalnie nie wiem, czyje one, więc jeśli po raz któryś ktoś mi poprzestawia ciuchy, to zwyczajnie spakuję firany do torby.

Mówimy sobie dzień dobry i w ogóle jest fajnie. Ale czasami… Ech, sąsiedzi to temat rzeka. Ciekawe na ile upierdliwi jesteśmy dla innych my – nasza czwórka? Czy my też jesteśmy trudnymi sąsiadami?

 

Comments are closed.