Minimalizm w codziennym życiu – co to znaczy?

Żeby Tobie napisać, jak postrzegam minimalizm w codziennym życiu, muszę się odwołać do tej wyprawy kajakowej. Tej, po której, mam wrażenie, ślady na nodze nosić będę do końca życia. No to słuchaj…

Jak kupiłam worek, co był nie do zastąpienia

Uwielbiam kajaki. Korzystam, kiedy mam okazję. Czasem tylko raz w roku.

Kilka lat temu wpadłam do sklepu Tchibo i tam zobaczyłam wodoszczelny worek, taki właśnie na kajaki. Coś może z 59 zł. Wtedy miałam  zapał, by na siłę zastępować rzeczy tym, co mam już w domu. Więc wyobraź sobie to poruszenie neuronów w mojej głowie. Jak zastąpić wodoszczelny worek tym, co mam już w domu? Reklamówką? Kupiłam ten worek.

Dopiero w tym roku worek naprawdę się przydał. Brałam go oczywiście na wszystkie kajakowe wypady, ale w tym roku przydał się naprawdę. Na serio.

Bez niego mogłabym pożegnać się z telefonem i paroma innymi drobiazgami. A, i kluczykami do auta.

Wywaliłam się z mężem a potem musiałam ganiać po rzece, by worek złapać. Wszystko w nim zostało suche.

Jak tak po tej rzece ganiałam, to nie czułam nawet bólu w łydce. Dopiero potem się okazało, że ta noga, to jednak cos nie teges, że zielona, granatowa i żółta ostatecznie,  i że te ślady zostaną do końca życia. Taka wyprawa.

Pomyślałam też podczas tej kajakowej katastrofy, że oto nastąpił dzień, w którym TA RZECZ naprawdę się przydała. I jej funkcji nie spełniłaby żadna inna rzecz w moim domu. A przynajmniej żadna z tych, które podsuwały mi w sklepie szalejące synapsy.

Minimalizm w codziennym życiu

Minimalizm w życiu codziennym to zwykłe narzędzie do ogarniania życia, jak wiele innych

Chociaż ten blog zaczynał się od postów o minimalizowaniu, to jednak przestałam zmierzać do minimalizmu w stylu „mam tylko 100 przedmiotów osobistych” i że to i tamto zastąpię tym i tamtym, co już mam. Albo pożyczę od sąsiada. 

Przeszłam zwyczajną drogę minimalizowania. Było więc:

  • sprzątanie szuflad i szaf,
  • wyrzucanie i oddawanie ubrań,
  • oddawanie i sprzedawanie książek.

Były też wpadki takie, jak zakup plastikowych kubków z podobizną Blunta.

Był wkurw, gdy umawiałam się na wymianki lub sprzedaż i ktoś nie przychodził.

Dziś stawiam raczej na to, by żyć zgodnie z potrzebami, spełniać marzenia i traktować minimalizm jako narzędzie.

Nic w tym wielkiego. Nie stoi za tym jakaś wielka idea. Jeno rozsądek, który mówi: mam za dużo, nie korzystam, to sprzedam, oddam, by mieć to, co mnie uszczęśliwia:

Nie uśmiecha mi się pożyczanie suszarki do grzybów czy sokowirówki, bo korzystam tylko kilka razy w roku. Korzystam i to jest dla mnie klucz. Szanuję inne podejście, jednak robię tak, jak mi wygodnie.

Więc minimalizm w codziennym życiu mam, ale na swoich zasadach

A nie wszędzie mi minimalizm pasuje. Czemu? Bo na przykład jestem sentymentalna i trochę zwariowana. Bo zbieram angielskie kubki, czasem i inne brytyjskie rzeczy.  Bo nie wywalę żadnego fragmentu roślinki, który mogłabym przecież ukorzenić.

Więc w moim domu jest wieczny bałagan. Zawsze jestem „w drodze”.

  • stoją pudełka, które wykorzystuję, gdy sprzedaję rzeczy.
  • jest kosz z rzeczami, które sprzedaję.
  • pudła z książkami, do których dokładam książki regularnie – czekają na swojego nowego właściciela

Jako że minimalizm postrzegam jako narzędzie, to i ćwiczę się w jego używaniu.

Czasem mam dosłownie mentalne odciski, bo nie, bardzo nie chcę oddać tej książki, ale przecież do niej nie wrócę, ale w zasadzie to zbieram na coś, czego będę używać z radością systematycznie. Doprawdy, mentalne odciski.

Ćwiczę się w nim, analogicznie, jak ćwiczę się w samodyscyplinie, by rozłożyć pranie zaraz po zdjęciu ze sznurków (3 lata) i wiem, że inni mają to poukładanie pewnie w genach. Ja nie.

A żeby móc zająć się sprawami ważnymi, to te mniej ważne też trzeba ogarnąć, nieprawdaż?

minimalizm w codziennym życiu

A jak jest u Ciebie?

Wierzysz, że minimalizm w codziennym życiu = porządek w głowie?

Kupujesz za dużo? Walczysz z tym? A może olewasz trendy?

Napisz koniecznie, co sądzisz o minimalizmie.

Czekam.