Każde 5 zł do skarbonki, czyli kupiłam rower

Nie jestem mistrzynią oszczędzania, ale próbuję coś z tym zrobić. Przede mną parę ważnych zmian, które wymagają dużych nakładów finansowych. Jak więc kupić coś za 1000 zł, kiedy z tyłu głowy jest ten ważny, życiowy cel? Jak to zrobić bez nadwyrężenia budżetu już z góry nadwyrężonego celem większym i ważniejszym? Postanowiłam wrzucać każde 5 zł z do skarbonki. Co z tego wyszło?

Skąd pomysł, by wrzucać każde 5 zł do skarbonki?

W zasadzie pomysł wziął się z poprzednich wyzwań. Zbierałam pieniądze uzyskane ze sprzedaży  niepotrzebnych mi rzeczy na olx i allegro, by na przykład kupić planszówkę. To bardzo dobra metoda, bo można i się odgracić i mieć coś fajnego.

Za groszaki ze słoika, miedziaki z drugiego oraz pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży niepotrzebnych rzeczy uzyskałam prawie całą kwotę, by kupić synowi pod choinkę Kindla. Wydatek był, jak dla mnie, w mojej konkretnej sytuacji, duży. Zresztą zerknijcie na moje potyczki, w poście odgracam i kupuję Kindla

Podczas tych działań zauważyłam, że ciężko jest coś kupić za miedziaki i groszaki. Ciężko wymienić, by na przykład wpłacić kwotę do bankomatu. Przyszło mi do głowy, że zbieranie 5 zł, wyjmowanie ich „przy okazji” z portfela będzie lepszym rozwiązaniem. Łatwiej wymienić w sklepie.

Musicie też wiedzieć, że jestem z gruntu leniwa. Potrzebuję prostych rozwiązań. Nie dla mnie zawijanie w sreberka i wizyty w banku. A takie 5 zł naprawdę łatwo wymienić.

Ostatecznie przez długi czas (kurczę, chyba z 1,5 roku) wrzucaliśmy każde 5 zł do skarbonki i w ten sposób uzbieraliśmy 450 zł. Niby długi czas i mała kwota, ale za to: nieodczuwalna w portfelu! Jest to największy plus. 

 

Czy wystarczyły moje „piątki”? Podsumowanie wyzwania „każde 5 zł do skarbonki”

W zasadzie to zbierałam na  składany rower dla męża. Liczyliśmy się z tym, że musimy uzbierać około tysiąca, ponieważ za tyle widziałam składaka w Decathlonie. Tyle, że po drodze zmieniła się koncepcja 🙂 Planowaliśmy (kiedyś tam) zamienić mojego górala Meridę na jakiś miejski, na którym łatwiej by mi się jeździło. Okazało się, że ostatecznie kupiliśmy rower dla mnie (tak, to ja, trzeba zrzucić 30 kilo, stąd moje wpisy o odchudzaniu).

 zł do skarbonki

Uzbierana kwota nie wystarczyła na rower. „Każde 5 zł do skarbonki” dało nam 450 zł a to za mało na nowy rower. Chociaż może po sezonie udałoby się znaleźć coś w markecie.

Ale uzbierałam ostatecznie 950 zł:

  • Udało mi się sprzedać moją Meridę za 350 zł. Miała 12 lat i przejechałam na niej może 50 km. Nie trenowałam za dzieciaka na rowerze, więc choć miała maksymalnie 50 km na liczniku, była trochę porysowana.
  • W skarbonce miałam też 150 zł wrzucone w papierkach, tak przy okazji.

Kupiliśmy używanego Batavusa Weekend. Musieliśmy dołożyć do niego 150 zł. Jeździ się rewelacyjnie. Pisze to osoba, która nie umie jeździć na rowerze, chybocze się i ma problem z wsiadaniem i wysiadaniem. Ale rower jest po prostu super.

Zła wiadomość jest taka, że nie uzbieraliśmy całej kwoty. No ale dołożenie 150 zł to też nie tragedia. 

Plus jest taki, że czujemy, że możemy 🙂 Że to kolejna rzecz, którą kupiliśmy w wyniku naszych postanowień i trzymania się ich. A przecież poczucie sprawstwa podnosi samoocenę i rozciąga się na inne obszary 🙂

Zastanawiam się, na co zbierać teraz. Mężowi nie spieszy się z rowerem. Może nowy czytnik dla mnie (mój jest jednym z pierwszych Kindli) albo taką tam Lumię do depilacji?

Czy zbieracie kasę do skarbonek? Macie jakieś wyzwania za sobą? Czekam na Wasze historie 🙂