Czy zbieranie do skarbonki ma sens?

Jak sądzisz, czy zbieranie do skarbonki ma jeszcze sens? W dobie tych bankowych sztuczek, że się Tobie odkłada i tu i tam i już: helikopter na podwórku? No to ja Ci powiem, że ma sens. Tak kupiłam rower. A co Tobie się marzy? I dlaczego googlujesz „zbieranie do skarbonki”, hę?

Zbieranie do skarbonki każdej „piątki”. Dlaczego właśnie 5 zł?

Muszę Tobie donieść o poprzednich wyzwaniach. I jeszcze przypomnieć, że jestem bardzo leniwa. mam nadzieję, że docenisz moją szczerość 🙂

W poprzednich wyzwaniach zbierałam (z mężem) pieniądze uzyskane ze sprzedaży  niepotrzebnych gratów, by na przykład kupić planszówkę.

Aż pokusiłam się o większe wyzwanie w postaci Kindla dla syna.

Z Kindlem i skarbonką było tak:

  • drobniaki po 1 czy 2 zł szły do słoiczka
  • do innego takie po 10, 20 czy 50 groszy.
  • i słoik miedziaków był, niby na wesele, ale jakoś nikogo nie obsypałam. Bo mi się zapominało, też tak masz?

 

zbieranie do skarbonki
Czy zbieranie do skarbonki ma jeszcze sens? Ma, bo mam rower 🙂

Ale…

Z górą drobnych kupno Kindla nie było takie proste, bo:

  • ciężko wymienić drobniaki w sklepie (leniwa jestem),
  • zawijanie w sreberka i wymiana w banku też mnie nie kręciła,
  • liczyło się tak, że szkoda gadać. Dłuuuugo.

Ostatecznie wzięliśmy kasę z konta a groszakami płaciliśmy w Tesco za zakupy spożywcze. Zablokowaliśmy maszynę liczącą. No mówię Ci…

Przyszło mi do głowy, że zbieranie 5 zł, wyjmowanie ich „przy okazji” z portfela, będzie lepszym rozwiązaniem. Łatwiej wymienić w sklepie. Łatwiej liczyć. No przyznasz przecie?

Czy wystarczyły „piątki”? Podsumowanie wyzwania „każde 5 zł do skarbonki”

Nie. Ale bardzo chciałabym Ci napisać, że tak. To by było coś!

Z góry założyłam, że mogę sprzedać moją starą Meridę. Nie umiałam jeździć na góralu. I na bóle w kręgosłupie przydałoby mi się coś innego. Potrzebowałam czegoś bezpiecznego –  w moim odczuciu 🙂

 zł do skarbonki

„Każde 5 zł do skarbonki” dało nam 450 zł a to za mało na nowy rower. Chociaż może po sezonie udałoby się znaleźć coś w markecie.

Przez 1,5 roku uzbieraliśmy ostatecznie 950 zł, praktycznie nie zauważając strat w naszym budżecie:

  • Udało mi się sprzedać moją Meridę za 350 zł. Miała 12 lat i przejechałam na niej może 50 km. Nie trenowałam za dzieciaka na rowerze, więc choć miała maksymalnie 50 km na liczniku, była trochę porysowana.
  • W skarbonce miałam też 150 zł wrzucone w papierkach, tak przy okazji.
  • i 450 zł z samych „piątek”

Kupiliśmy używanego Batavusa Weekend. Musieliśmy dołożyć do niego 150 zł. Jeździ się rewelacyjnie. Rower jest po prostu super.

Zła wiadomość jest taka, że nie uzbieraliśmy całej kwoty. No ale dołożenie 150 zł to też nie tragedia.

Plus jest taki, że czujemy, że możemy 🙂 Że to kolejna rzecz, którą kupiliśmy w wyniku naszych wyzwań.  A przecież poczucie sprawstwa podnosi samoocenę i rozciąga się na inne obszary 🙂

Zatem, jeśli ktokolwiek będzie mnie pytał, czy zbieranie do skarbonki ma sens, to jestem na TAK.

A czy dla Ciebie zbieranie do skarbonki ma sens? Czy wolisz bankowe rozwiązania?

A może odgracasz się, by zrobić miejsce na nowe?

Napisz. Pamiętaj, że lubię optymistyczne historie 🙂

Czekam.