wysoka jakość życia

O studiach, zdrowiu i przyszłości

Trochę doniesień ze studiowania psychologii po czterdziestce 🙂 Kończę studia. Nie wiem jeszcze, kiedy się obronię. Lipiec odpada 🙁 Czas upływa mi na spisywaniu wywiadów, podczytywaniu materiałów na obronę i sprawach związanych z zaliczeniami. I dużo czytam książek, na które przecież absolutnie nie powinnam mieć czasu . Wiadomo.

W zasadzie mogę powiedzieć, że wpadłam w doła. Dół związany jest nie tylko z magisterką i przyszłością po studiach, ale także ze zdrowiem. No ale po kolei.

Prawie kończę studia, ale czy na pewno je skończę?

Nie widzę żadnej możliwości, by moja obrona była w tym pierwszym terminie – w lipcu, Zwyczajnie nie dam rady, ponieważ wybrałam badania jakościowe i muszę przepisać wywiady. Wszystkie automatyczne zapisy wywiadów muszę poprawiać. Jeśli wywiad trwał 3 godziny, to transkrypcja jakieś 12. Do tego, jak to w życiu bywa, dochodzi zwykłe życie.

Wybrałam wywiady i nie żałuję tej decyzji. To piękne spotkanie z drugim człowiekiem i uważam, że każdy przyszły psycholog powinien kilka takich wywiadów przeprowadzić. Każda z rozmówczyń w jakiś sposób wpłynęła na moje życie.

Z trudem znoszę fakt „nieodrobionych zadań”. No po prostu czuję się, jakbym zawiodła siebie i wszystkich dookoła. Uczę się innego podejścia do życiowych wyzwań, ale cóż, niewygodnie mi z tym, że nie dam rady z obroną w pierwszym terminie. I mam ten lęk, co będzie, jeśli do września nie zdążę.

Po drugie mam syndrom oszusta.

Ciągle czuję, że nie dość dobrze wszystko ogarniam. Że nie wiem tego i śmego. Na przykład czytam coś na jakimś forum psychologicznym albo jakiś artykuł pisany przez studenta z koła naukowego i nie znam teorii, o której mowa. I wtedy natłok myśli, że niewiele umiem, niewiele wiem, jak tu iść do pracy jako psycholog?

Kompletnie nie zauważam, że są sprawy, w których jestem naprawdę dobra i mogę z marszu o nich opowiadać bez zająknięcia i że zajebiście paruję różne wątki oraz, to miałam od dziecka i dlatego wybrałam filologię polską, potrafię patrzeć na sprawy z wielu punktów widzenia.

Prócz tego mam jeszcze ogromne problemy z pamięcią. Tak naprawdę zaczęły mi przeszkadzać gdzieś na trzecim roku. Wcześniej podchodziłam do tego żartobliwie – ot, nie mogę streścić książki czy filmu. Poważnie zaczęło się robić wtedy, gdy musiałam coś wykuć na blachę. Od pół roku jestem na HTZ i od 2 miesięcy łykam Koenzym Q10, kombo witamin B, magnez oraz D3 i jest trochę lepiej.

No ale to nie wszystko. Pozostaje jeszcze kwestia tego, co po studiach.

Postanowiłam zrobić wszystko, by pracować w moim nowym zawodzie. Ale boję się z powodów wymienionych powyżej. Że niewiele wiem i czy sobie poradzę.

Cały czas powtarzałam, że dużo robi doświadczenie życiowe. Nadal tak myślę. No i po wywiadach boję się jakby mniej. Ale jednak wciąż się boję.

Czy tak już będzie?

Szlachetne zdrowie, czyli o wielkim wkurwie na siebie

Obiecałam pisać szczerze, to piszę. Uprzedzam.

Mam rozwalone kolano i mam świadomość tego, że pierwsze symptomy tego pojawiły się już dawno temu, gdzieś w okolicach mojego romansu z zumbą (5 – 6 lat temu). Bolała mnie stopa i czasem coś stukało w kolanie. Rentgen stopy coś tam wykazał, ale ortopeda wzruszył ramionami i powiedział, że bardziej go martwi kolano. Niczego nie zasugerował, kolano akurat nie bolało, więc temat rozszedł się po kościach.

Spoiler: takie tematy się nigdy nie rozpływają.

Nigdy.

Zaopiekuj się sobą, nie ignoruj ostrzeżeń. Trudno iść w pomocowy zawód, kiedy człowiek sam ledwo zipie. Musisz mieć, z czego dawać.

Mam tendencję do tego, by nie opiekować się sobą (pracuję nad tym).

Więc wiadomo, kolano wróciło z przytupem. Znaczy bez przytupu. Znaczy przytup sprawiał ból.

Mogłam zrobić coś z kolanem lata temu. Choćby jakoś zapanować nad wagą, żeby kolana nie dobijać.

Największy wkurw mam na siebie za te zaniedbania, ciągle się uczę być po swojej stronie.

Kiedy do uszczerbku na zdrowiu i stresu związanego ze studiami dochodzi zwykłe życie („rozliczenie kosztów dodatkowych”, jak to pięknie w „Śnie o okapi” stało), to dół jest głębszy niż zwykle.

Mroczniej jakoś.

Płaczliwiej.

Czy będą „Bieszczady”?

Jeszcze nie 🙂

Walczę dzielnie, wywiesiłam motywujące cytaty nad moim biurkiem. Ustawiłam Wenuskę, bo talizman to przeca jak placebo, Może zadziała 😉 Mrugam do Wenuski i mówię „daj mi siłę na kolejną godzinę przy lapku”. Mój Aspergerowy syn powiedziałby z pewnością „5 lat studiów i na nic”, ale tonący trzyma się wszystkiego. Wenuski też.

Sztuką jest proszenie o pomoc. To też pomaga,

„Selma zawsze uważała, że dać sobie pomóc to zbyt wiele zachodu. A najwięcej zachodu było z podziękowaniami już po wszystkim, tak przynajmniej sądziła. Wolała raczej spaść z nieprzytrzymanej drabiny, wolała, żeby poraził ją prąd z kabla od lampy, wolała porażający ból całkiem bez prądu, gdy spadła na nią maska samochodu, albo żeby złapał ja postrzał przez zbyt ciężkie siaty, wolała zapaść się w podłogę we własnym domu niż przyjąć pomoc, a później mieć tyle zachodu z podziękowaniami.”

Mariana Leky, „Sen o okapi”

Moje obowiązki przejęli domownicy. Tyle że wiadomo, jak to w praktyce jest. Może będę niesprawiedliwa dla moich ratowników rodzinnych, ale jest tak, że wchodzę do łazienki i przecieram półkę. Albo po wielkim sprzątaniu wchodzę do toalety i jednak myję podłogę, którą dziwnym trafem ominięto. Czasem na pełnym wkurwie i z biadoleniem na ustach (w myślach) a potem sobie przypominam, że liczy się tylko to, co ja z tym zrobię.

Że mam zawsze ten punkt wyboru. Ja decyduję a nie tylko mi się coś zdarza.

„(…) dotychczas wszystko raczej mi się przydarzało, i pomyślałam jeszcze, że do tej pory niczemu nie powiedziałam »tak«, tylko zawsze mówiłam »nie«.”

Mariana Leky, „Sen o okapi”

Małe rzeczy

Sprawy mają się tak, że sama siebie muszę przywoływać do porządku. Wykorzystuję odkrycia neuropsychologii.

Cieszę się z małych rzeczy (albo większych – James Blunt w Łodzi). Wygląda to w praktyce tak, że trochę ćwiczę (rower stacjonarny, spacery), głaszczę kota i doglądam roślinek. Dostałam nasiona roślin na wszystkie moje dolegliwości 🙂

Chłonę dobre chwile i wyciszam się.

Wiedza i umiejętności trochę pomagają.

A jak tam u Ciebie?

Jak zdrowie?

Jak studia?

Jak życie?