Sztuka porządkowania życia po szwedzku – Margareta Magnusson

Chciałabym być w wieku Margarety Magnusson, gdzieś pomiędzy 80 a 100 lat, i być tak pozytywnie nastawiona do życia. Tak energiczna, mimo świadomości śmierci. I z takim poczuciem humoru! „Sztuka porządkowania życia po szwedzku. Jak sprawić, żeby bliscy zachowali po nas wyłącznie dobre wspomnienia” to lektura lekka, choć przecież temat jest ciężki. Przygotowania do tego, by bliscy nie mieli problemów z gratami po nas.

Oczywiście mogę się czepiać samego tytułu „Sztuka porządkowania życia po szwedzku. Jak sprawić, żeby bliscy zachowali po nas wyłącznie dobre wspomnienia”. Ale że niby wszyscy Szwedzi tak porządkują życie? Że niby to uporządkowanie ma zapewnić te „dobre wspomnienia”? Wychodzi studiowanie psychologii i zajęcia z metodologii 😉

Daję spokój, bo to przecież drugorzędne wobec treści. Poradniki mają to do siebie, że mają zachęcać. Kto nie chciałby, żeby bliscy zachowali po nim wyłącznie dobre wspomnienia? No ba!

Porządkowanie życia moich rodziców mam za sobą. Opróżnianie szaf, pawlaczy, piwnicy. To nigdy nie są łatwe sprawy.

Zresztą zerknijcie sami:

Jak likwidowałam dom moich rodziców -książka Lydii Flem

Odkrywam minimalizm na nowo

Rzeczy, których nie wyrzuciłem -książka Marcina Wichy

Nie jest łatwo porządkować po bliskich, więc może warto podpatrzeć jak wygląda sztuka porządkowania życia po szwedzku?

Czy sztuka porządkowania po szwedzku może nam pomóc oszczędzić bliskim kłopotu?

Zdaje się, że tak.

Po ostatnich przeżyciach, doszłam do wniosku, że porządkowanie po bliskich ma niemal rytualny charakter. Historie, które odgrzebujemy przy tym porządkowaniu, łzy, które płyną, wściekłość, która też gdzieś się w tym wszystkim może pojawić, mają oczyszczający charakter.

Tyle że nie wszystko powinniśmy oglądać. Nie wszystko jest dla naszych oczu.

Jest sfera, która powinna zostać przed nami ukryta. Rzeczy, o których decydować powinni ich właściciele. 

Na przykład pamiątki naszych bliskich, które dla nas nie mają przecież znaczenia, nie wiążemy z nimi żadnych emocji. Czy … wibratory. 

Sztuka porządkowania życia po szwedzku w praktyce

Najgorsze są takie rzeczy, które budzą ciepłe uczucia, ale do niczego nie przystają w naszym życiu. I teraz, w tych emocjach, co zrobić? Nie da się ich tak po prostu bez bólu oddać. I tu właśnie jest ta przestrzeń na sztukę porządkowania życia po szwedzku.

To my, żywi, bierzemy się za ogarnianie tego, co przez lata zgromadziliśmy. Margareta Magnusson ma wprawę. Porządkowała rzeczy męża. Co więc robi za życia? Porządkuje, żeby inni zachowali po niej dobre wspomnienia.

Podjęła decyzję, by przeprowadzić się do mniejszego mieszkania. Nie ma już chęci i sił, by zajmować się ogródkiem. Nie umie też zbytnio prosić o pomoc. Postanawia ogarnąć sama zarówno przeprowadzkę, jak i pozbywanie się niepotrzebnych już jej rzeczy. Robi to metodycznie. Miejscami aż za bardzo.

Autorka, świadoma swoich lat, gdzieś pomiędzy 80 a 100, dzieli sobie pracę na etapy.

Ustala kroki: najpierw zapytać bliskich, potem znajomych, na końcu sprzedać rzeczy, których już nie potrzebuje.

W nowym mieszkaniu nie zmieściłaby wszystkich mebli. Przygotowuje sobie schemat mieszkania, mierzy wszystkie ściany i sprawdza, co w nowym domu się zmieści. Jestem pod ogromnym wrażeniem! Ja, która najpierw kupuje jedynie-piękną-lampę a potem zmaga się z dorabianiem reszty!

„Podczas gruntownych porządków przed przeprowadzką moim największym problemem okazały się egzemplarze Biblii. Dzwoniłam do lokalnego kościoła, ale nie chcieli już ich więcej, nawet wiekowych wydań oprawionych w skórę. nie potrafili mi tez podpowiedzieć, co powinnam z nimi zrobić. Zostawiłam sobie dwa – ktoś na wewnętrznej stronie okładki wypisał tam daty urodzin i śmierci członków rodziny mojej i mojego męża. pozostałe musiałam wyrzucić. Sama nie wiem, dlaczego czułam się z tym aż tak źle. Te Biblie musiały kiedyś dużo znaczyć dla moich bliższych i dalszych krewnych, choć nawet ich nie znałam. Na pewno były cenione w czasach, kiedy książka naprawdę coś znaczyła dla jej właściciela – na długo przed tym, jak pojawił się Harry Potter i inne bestsellery.”

Margareta sama zajmuje się wynajmem firmy do przeprowadzek czy oddaniem rzeczy do domu aukcyjnego. Jest malarką, kiedyś żeglowała, z mężem sporo podróżowali po świecie. Mieszkała jakiś czas w Japonii. Dom pełen jest rzeczy.

Wszystko robi w swoim tempie! Jest nawet nieco zła, że nie zaczęła wcześniej z mężem. Porządkować trzeba zacząć gdzieś koło sześdziesiątki. Wygląda na to, że porządkowanie nie jest przerażające. Ale wymaga sił i czasu. Zwłaszcza przy tak aktywnym życiu, jakie prowadziła Margaret z rodziną.

Margareta przygotowała pudła z instrukcjami. Nie pozbywa się swoich pamiątek, ale wie, że nie ma sensu obarczać innych tym, co jest pamiątką dla niej. Zatem jest i pudło „do wyrzucenia”. Dlaczego inni mieliby się zastanawiać, co z tym zrobić? To spory ciężar.

Margaret zeskanowała wszystkie zdjęcia i przygotowała pendrive’y dla dzieci. Pozbyła się książek kucharskich, ale zachowała przepisy od znajomych.  Zdaje sobie sprawę z tego, jak teraz żyją młodzi. Jak wiele można znaleźć w internecie.

Trudne momenty w „Sztuce porządkowania życia po szwedzku”

Margaret mówi o trudnych momentach.  O problemach z oddawaniem Biblii, różnicach pokoleniowych, problemach z komunikacją, gdy tematem jest śmierć.

Uśpiła psa, który nie zniósłby kwarantanny po powrocie z Japonii do Szwecji.

Sama uśpiłam mojego chorującego szczurka, więc wiem, jakie to trudne.

Jednak mam momentami wrażenie, że Margaret jest dosyć zimna, zbyt planująca, zbyt… pozbawiona emocji.

Sztuka porządkowania życia po szwedzku i humor

Rozbroiła mnie Margareta poczuciem humoru i dystansem. Naprawdę. A przecież temat ciężki, mroczny.

„Zostawcie sobie swojego ulubionego sztucznego penisa, ale pozostałe piętnaście wyrzućcie! Nie ma sensu trzymać rzeczy, które mogą zaszokować albo zasmucić waszą rodzinę, kiedy was już nie będzie.”

Myśl, żeby porządkować „za życia” nie jest mi obca. I jakkolwiek pesymistycznie to nie brzmi, właśnie ostatnio tak działam. Nie chcę innych obarczać trudnymi decyzjami.

Na przykład synów tym, ile gadżetów „łóżkowych” matka miała 😉

Jeśli tak właśnie wygląda sztuka porządkowania życia po szwedzku, to nie jest to przerażająca wizja.

Gdyby książka Sztuka porządkowania życia po szwedzku. Jak sprawić, żeby bliscy zachowali po nas wyłącznie dobre wspomnienia” nie była warta uwagi, to jej recenzja nie pojawiłaby się na blogu 🙂 Czyli zachęcam do lektury.

Jeśli macie ochotę kupić książkę „Sztuka porządkowania życia po szwedzku. Jak sprawić, żeby bliscy zachowali po nas wyłącznie dobre wspomnienia” , to możecie ją kupić przez któryś z poniższych linków a jakaś drobna prowizja wpadnie na moje konto.