Jestem złodziejką, ale uczciwą

Stało się. Okradłam sklep. Jestem złodziejką. Ale uczciwą.

Było tak. Dzień był całkowicie do dupy. Bolała mnie głowa, w pracy roboty kupa, duchota, brak snu. Koleżanka poczęstowała mnie sucharkami z rodzynkami. Po tym ciężkim dniu ulgę mogły mi przynieść tylko te sucharki, tak czułam. 

Więc jadę po pracy do sklepu. Sucharków nie ma, bo działa pewnie ente prawo Murphego. Ale są okulary, te takie wiecie, żółte, do jazdy w szarówce. No potrzebuję, bo wzrok nie taki, kupuję, to oczywiste.

Żeby ich nie zgnieść w koszyku, bo przecież mogłabym je przygnieść sucharkami (tymi, co ich nie ma), trzymam je w łapkach.

Pokus jest wiele, bo wyprzedaże. Kosz z kapciami za 5 zł. Nurkuję w kosze. 

No i idę płacić. Coś wyszło tanio, więc już w aucie dochodzi do mnie myśl, że KURDĘ, NIE WZIĘŁAM OKULARÓW. Tych najpotrzebniejszych! Jak jutro do pracy pojadę, przecież ranki są już szarawe!

Wyciągam pod domem te siaty. Sprawdzam, patrzę na paragon, nie ma. W aucie też ich nie ma. NIGDZIE ICH NIE MA! Dupa. Trzeba będzie jechać jeszcze raz. Dzień do tyłu bez okularów. A one tam pewnie w tym koszu z kapciami.

Idę z siatami pod klatkę i nagle, NIE WIEM JAK, ale się okazuje, że ja je mam POWIESZONE NA BLUZCE. Tak przy szyi. Zwyczajnie. Jasne, przecież, że nie na głowie. Na głowie miałam przeciwsłoneczne. MIEJSCA NIE BYŁO. 

Ukradłam, co zrobić.

Więc planuję uczciwie podejść do sprawy i jakoś zapłacić. Widzę dwie możliwości: idę do pani i mówię, że musiałam odruchowo czy jak, no ale… i że poproszę skasować. Acha, już to widzę.

Opcja nr 2, zakradam się do sklepu, podrzucam okulary do koszyka i płacę.

Obmyślam plan. Mission bardzo possible. Ubieram dwie bluzki i pomiędzy wkładam okulary. Będę je wnosić, jak przedtem żem wniosła. Bułka z masłem.

Biorę koszyk i wytrzepuję do niego z międzybluzkowia te  okulary. Na luzaku płacę.

Tylko mi potem koleżanki i koledzy z pracy mówią, że na monitoringu to pewnie się zastanawiali, co tak cyckami macham nad tymi koszykami. Dosłownie jak w „Starym, dobrym stylu” (widzieliście, mam nadzieję?). 

Słowo daję.

Złodziejka roku!

Z cycami w koszyku.

Śmichy chichy a o nawyki chodzi. Bo teraz było nawet śmiesznie, ale czasem bywa nieśmiesznie.

To zapraszam do poczytania o nawykach. Bo nawyki to mój konik jest:

A jak u Was?

Dziwne przypadki?