Mniej rzeczy, czyli kolejne podejście do minimalizowania

Mniej rzeczy i więcej życia w życiu. Esencjalizm. Wchodzisz w to?

Nałogowo i bezrefleksyjnie, czyli jak gromadziłam rzeczy

Przez większość życia do głowy mi nie przyszło, że mogłabym mieć mniej rzeczy. Pozbyć się jakiejś książki czy kubka.  Kiedy mieszkałam w domku, po prostu gromadziłam. Prosta filozofia życiowa. Autopilot.

No przecież strych po coś jest, no nie?

Rzeczy po babci, po dziadku. Od rodziców. Ciuchowe dziedzictwo.

I prezenty. I więcej prezentów (na to zasmażka ;)).

I potem te „wspomnienia” po raczkujących maluchach. Przecież ten miś to od cioci A., ten od M.

Cały alfabet. Zespół misiów przysposobionych. 

Mniej rzeczy
Mniej rzeczy? W życiu!

Pierwsze refleksje o minimalizmie

Ten etap trwał 10 lat. Tyle mieszkam tutaj, w bloku. Pewnego lata pojechałam nad morze, plażing i kolorowa gazetka. I przeczytałam wywiad z Anią Mularczyk-Meyer.

Jeny, to można inaczej??? Przecież ona miała wielki regał książek!

Pozbyłam się dziecięcych zabawek, tysiąca książek, od wynoszenia rzeczy do półki bookcrossingowej padł kręgosłup, serio.

Zmieniło się moje myślenie. Przestawiłam się. Na przykład dość szybko pozbywam się nowych książek – przeczytana, nie wrócę do niej – leci dalej.

Ubrania – to większy problem, bo i gabaryty zmienne.

Szuflady? Apteczka? No staram się.

Robię sobie z odgracania stałe wyzwania. Projekty „denko” w szamponach, odżywkach, herbatach.

Kupuję marzenia za to, co już niepotrzebne, jak tu:

Ale, ale  i tak jestem zagracona. 

Mniej rzeczy, czyli urealniam marzenia

Jakaś część mnie od wielu lat mówi: a może będziesz uczyć w szkole? A może zaczniesz pisać o Mickiewiczu? A może …?

Gówno prawda oczywiście, ale życie marzeniami jest takie piękne!

20 lat w korpo, końcówka studiów psychologicznych. Już, już widzę, jak opowiadam dzieciakom w szkole o „Dziadach”.

Biegnę!

mniej rzeczy
Mniej książek? Nie ma mowy!

Minimalizm. Tym razem na grubo

Zapisałam się do klubu Ograniczam się, który założyła Kasia z bloga Ograniczam się właśnie. Na początku pomyślałam, że strata kasy, że pewnie zawalę temat. Ale jakoś tak mnie dziewczyny przestawiły, że odgracam.

Tchnęły we mnie taki spokój, że nie ma presji.  Że jeśli radość, to zostawiam.  Pigułka Marie Kondo (jeszcze sobie obejrzałam ten odcinek o dwóch dorosłych chłopakach, co już nie chcieli być studentami – najlepszy).

Więc nic nie muszę, ale bardzo teraz chcę. Mieć mniej rzeczy.

Trochę się boję, bo to jest jak w „Strachu przed lataniem”.  Jak to będzie, kiedy tych książek będzie mniej? 

Może trzeba będzie jednak wstawić biurko i zacząć pisać? A tak: nie było przecież gdzie (wiem, King pisał na pralce).

„Zawsze podziwiałam twórców. Po skończonej lekturze miałam zwyczaj całować ich podobizny na obwolutach. Uważałam wszystko, co wydano drukiem za relikwię…
Szybko nauczyłam się, że książka, starannie udrapowana przed nosem może stanowić tarczę kuloodporną, azbestową ścianę, działać jak czapka-niewidka. Nauczyłam się chronić za książkami.”

Erica Jong, Strach przed lataniem

Natura nie lubi próżni, ale czuje taką wewnętrzną moc do minimalizowania. Nawet w tym roku mam taki zakupowy, książkowy detoks. Pisałam o nim przy okazji postanowień.

Już, już trochę zasiliłam nowe wyzwanie (rower dla męża, SUP?) – do skarbonki wrzucam kasę z tych drobnych sprzedaży, ale tak naprawdę, to sporo oddaję.

Dzieje się, mówię Ci!

P.S. „Odgracanie” to fatalne słowo -„graty” mają coś jeszcze do zaoferowania innym.

Jak jest u Ciebie?

Daj znać. Czekam 🙂